Koło Łowieckie "LEŚNIK" w Kłodawie
AKTUALNOŚCI:

aktualności 2011-2013

aktualności 2010-2011

aktualności 2008-2010 /na stronie/:

Polowanie Wigilijne 2009



MŁODE WILKI



"Na polowaniu jest jeden z myśliwych przywódca: określa, który z wyżej wymienionych sposobów w danej miejscowości użyć należy, ustawia strzelców - jednem słowem, kieruje całem polowaniem: reszta strzelców i naganka słuchać go powinna bez sprzeciwu."


Cytat z: Rok myśliwego, KORSAK Włodzimierz, Rzecz dla myśliwych i miłośników przyrody. Poznań 1922 Nakładem Niemierkiewicza i Rzepeckiego s. 341, IV. rysunków autora 250, na tabl. 12

 

 

Mroźny poranek, lekki półmrok, prawie ciemno. Do Smolarek zjeżdżają się myśliwi, w kominku szczapy bukowe wesoło płoną. Towarzystwo doborowe, miny marsowe, kurtki polarowe, no i czapy na głowach przeróżnej maści. Nie umiem opisać tej atmosfery przed polowaniem w taki sposób, by laik, czytając krótki opis polowania, poczuł dreszcz emocji, emocji jakie nam, myśliwym, udzielają się przed polowaniem. Ale powiem wam, że warto wstać przed świtem, wyjść na mróz (a było około -15 C0), by spotkać się z bracią myśliwską. Przeżyć kolejną przygodę. Organizacyjną część przed polowaniem zakończył sygnał na zbiórkę a ucho moje wyłapało, że dwa rogi grają. Prezes po powitaniu zapowiedział, że w ramach szukania młodych talentów Polowanie Wigilijne poprowadzi jeden z naszych młodszych myśliwych Adam Trawiński. Adam przedstawił plan i zasady polowania dla 21 myśliwych. Prowadzenie naganki powierzył Marcinowi Zygmuntowi.

Adam rozprowadzał jak stary wyga. Widać było, że zna się na łowieckim rzemiośle, co i nie dziwota, bo nauczycieli miał doskonałych. Około południa prowadzący polowanie z zadowoleniem patrząc na dwa dziki, które Marek Jankowski oraz Mirek Kurowiak pozyskali, zarządził przerwę na ognisko. Następnie nasz prezes z opłatkiem w ręku złożył nam i naszym rodzinom życzenia świąteczne. Polowanie wigilijne zawiera ten właśnie stały punkt łamania się opłatkiem, dający tyle radości. Podzieliśmy się opłatkiem zarówno ze sobą jak i ze zwierzyną. Kiedyś ze zwierzyną dzielono się specjalnym, różowym opłatkiem. Teraz takich nie ma. Ja życzyłem Adamowi, by z sukcesem ukończył drugi fakultet - leśnictwo, studentom Borysowi i Marcinowi, by sesje zaliczali w terminie, Krzysztofowi, by marzenie o domu się spełniło, kolegom myśliwym sukcesów na niwie łowickiej oraz zdrowia i pomyślności. Mi życzono sukcesów łowieckich - życzenia te przyjąłem z wielką radością.

Dzięki życzliwości kolegów, którzy tolerują moją pasję fotografowania, wykonałem kolejne zdjęcie grupowe – dziękuję koledzy.

Od lewej stoją koledzy: Adam Trawiński, naganiacz, Andrzej Kościelniak, Zbigniew Bachmiński, Robert Cimander, Tadeusz Szyszko, Mirosław Hlebik, Marek Lewandowski, Jan Świderski, Mirosław Michalski, Stefan Kromulski, Robert Kurowiak, Krzysztof Trawiński, Zbigniew Trawiński, Daniel Popowski, brat Daniela, Jacek Masiuk, Cezary Kuźmiński, Kazimierz Walewacz, Cezary Szostak, Hubert Zygmunt, Roman Romaniszyn, Marcin Zygmunt, Przy strzelonej zwierzynie Marek Jankowski, Mirosław Kurowiak. Poza kadrem: Borys Kurowiak, stryjek Marcina Skrzypczaka oraz fotografujący Andrzej Romecki.
Adam przed kolejnym miotem. Temperatura poniżej 10 stopni, ciężko grać, kiedy ustnik przymarza do warg a oni grali!

Po mile spędzonej chwili przy ognisku Tadeusz z Adamem zagrali sygnał apel "Na Łowy" i polowanie potoczyło się dalej. Drugą część polowania Adam prowadził równie sprawnie jak pierwszą. Wydawał polecenia krótkie i zrozumiałe. Koledzy, podobnie jak prezes, z podziwem orzekli - ma On dryg do łowiectwa. Specjalnie na tę okazję odszukałem cytat z Korsaka, który jakieś 100 lat temu przypomniał to, co myśliwi od wieków czynili, kiedy większym towarzystwem polowali. Korsak użył określenia przywódca. W PZŁ mówi się "prowadzący polowanie". Przejrzawszy archiwa skłonny jestem opowiedzieć się jednak za staropolskim określeniem Łowczy Polowania. Łowczy Polowania brzmi bardziej swojsko, oddaje charakter rzeczywisty funkcji, jaką spełnia myśliwy no i drzewiej tak właśnie nasi dziadowie mówili.

Fot.1 Młode talenty Borys, Marcin, Krzysiu i Czarek. Marcin i Borys to stare wygi, ale czy mają talent do kierowania ludźmi? - zobaczymy. Fot.2 Kol. Jan Świderski i Zbigniew Trawiński wymieniają poglądy a może wspominają czasy swoich pierwszych polowań, bo przecież oni też kiedyś po raz pierwszy rozstawiali strzelców na linii. / Kliknij aby powiększyć /

Słoneczko udawało, że grzeje, my rozgrzani opowieściami Zbyszka Trawińskiego, dziarsko stawaliśmy na stanowiskach. A trzeba wam wiedzieć, drodzy czytelnicy naszej kroniki, że kol. Zbyszek ma w zanadrzu tysiące krótkich opowieści myśliwskich, które nam chętnie opowiada. Jedną z nich tu przytoczę, chociaż była ona opowiadana na niejednym polowaniu. Działo się to w czasach, kiedy w Polsce były skupy skór zwierząt futerkowych gdzie skupowano skóry z królików, lisów i tu ciekawostka - skórki wiewiórek, wtedy na wiewiórki można było polować. Zbyszek, jako młody chłopak w niedzielę, kiedy to rodzice udawali się do kościoła położonego w niedużym parku nieopodal z ojcowskiej fuzyjki strzelał wiewiórki w momencie, gdy w kościele głośno śpiewano. A spieniężywszy wiewiórcze skórki, nabywał łakocie.

Kolejne mioty wyłoniły króla polowania, którym został Robert Kurowiak. Tak pilnie obstawialiśmy ostatni miot, że w niebieskim aucie, co go nam Roman Romaniszyn na polowania użycza, koło połamaliśmy. Stefan wspólnie z kierowcą koło naprawili i wszyscy razem zjechaliśmy do Smolarek. Przed oddaniem hołdu strzelonej zwierzynie, Tadeusz długo i serdecznie składał noworoczne życzenia nam – myśliwym i naszym rodzinom. Uroczysta chwila - hołd strzelonej zwierzynie, sygnał - koniec polowania. Woźnica z bata strzelił i pomknęły nasze sanie (pojazdy) po nową przygodę.

Darz Bór

Czekając na pierwszą gwiazdkę ,
myślami ciągle w Smolarkach
A. Romecki 24.12.2009

Zbiorowe Polowanie 29 listopada 2009

Przygotowując się do tego polowania, dokonałem takiego oto odkrycia: otóż od kilku sezonów koledzy z zarządu sporządzający plan polowań zbiorowych prowadzenie jednego z polowań powierzają debiutantowi. Tegoroczne polowanie listopadowe poprowadził Mirosław Hlebik, przy pomocy Bronka Safarewicza. Zapytałem ich, dyskretnie zaglądając przez ramię na rozpisane plany poszczególnych miotów, ile czasu zajęło im przygotowanie do polowania. Na to Mirek odparł krótko: "To wiedzą tylko ci, co choć raz prowadzili polowanie".

Siąpił drobny deszczyk, naganka prowadzona przez Tadeusza Szyszko, który wykorzystał to polowanie do szkolenia swoich psów, omiatała poszczególne mioty. Gdzieś koło południa psy wypchnęły niezłego wycinka na Czarka Kuźmińskiego, który popisał się pięknym strzałem. Chociaż koledzy od razu gratulowali mu tytułu króla polowania, on tonował ich wypowiedzi – "Dopóki nie zagrzmi ostatnia trąbka, takich gratulacji nie przyjmuję". Po tym zdarzeniu słoneczko sobie o nas przypomniało i w słonecznej aurze do ostatniego miotu próbowaliśmy wyłonić króla pudlarzy. Udało się! Kazimierz Walewacz, spudłowawszy dwa dziki i lisa, zasłużył na ten "zaszczytny" tytuł. Drogę do ostatniego miotu wskazały nam trzy byki prowadzone przez takiego, co nisko głowę niósł. Wypatrzył je bystrym okiem łowczy przez zaparowane okna "bonanzy". Prowadzący odstąpił od przyjętej koncepcji, że na stanowiska dochodzimy i objechał miot w koło rozstawiając nas "a to wedle buczka li sosenki". Brakowało mi w tym momencie, by Diana albo moja ukochana Dziewanna swoją czarodziejską mocą zamieniła ten wehikuł mechaniczny w linijkę zaprzężoną w jednego konika. Za chwilę dało się słyszeć sygnał trąbki głoszącej początek miotu a psy zaczęły grać swą pieśń tak miłą dla myśliwskiego ucha. Doświadczony myśliwy usłyszał w tym szczekaniu wyraźnie "mój dzik, mój dzik". Naganka podchwyciła i po chwili rozległo się donośne "dziki, dziki". Nagle padły strzały i psy umilkły. Naganka dotarła do czoła a po lesie rozniósł się sygnał "koniec miotu". Naganiacze podekscytowani opowiadali, jak to "pociąg" dzików przejechał na dwa metry od nich i się nie bali.

Kol. Mirosław Hlebik


Cezary Kuźmiński oraz Wojciech Pawliszak, król polowania, przy strzelonej zwierzynie

Powoli dotarliśmy do szczęśliwców, kolegów Zbigniewa Trawińskiego oraz dzisiejszego gościa Wojciecha Pawliszaka. Obaj panowie odbierali gratulacje - każdy za odyńczyka. Odyniec Wojtka był największy. Czarek, który cały dzień berło króla polowania w plecaku nosił, nie bez żalu oddał palmę pierwszeństwa Wojtkowi Pawliszakowi. Kolega Zbyszek został v-ce królem.

Zbigniew Trawiński, v-ce król polowania

Prowadzący zadowolony, że mu się polowanie udało, zarządził powrót na Smolarki. Tam przywitał nas zapach rozchodzący się z kuchni i ogień w kominku rozpalony przez Walentego. Walenty jest sympatykiem naszego koła. Pokot, ogłoszenie wyników polowania i ta uroczysta chwila - sygnał na śmierć dzika. Staliśmy zadumani, oddając cześć upolowanej zwierzynie a księżyc oświetlał trzy dziki na pokocie. Muzyka niosła się po całym łowisku i dalej, het po wierzchołkach sosen, głosząc szacunek dla strzelonej zwierzyny. Z kronikarskiego obowiązku należy dodać, że toasty wznosiło 20 myśliwych, 6 naganiaczy i 4 sympatyków.

Taki miot braliśmy co się od teraz nazywa "mijanka" bośmy się ze zwierzyną minęli czy jakoś tak.
Darz Bór

przemyślane w Smolarkach 29.11.2009, napisane 1.12.2009
A. Romecki

Polowanie Hubertowskie 2009

Już wszystko było ustalone, dzik peklował się pięknie, łowczy zapisy przyjmował aż tu nagle dostał zaproszenie na muflona. Dopiął polowanie organizacyjnie, wsiadł w auto i udał się w wysokie góry polować na muflona.

Wszystko spadło na prezesa, który w towarzystwie Adama (obaj w rogi uzbrojeni) przywitał nas o godzinie jak zwykle 800 . W jednym szeregu stanęło 30 strzelb. Naprzeciw nich 10 naganiaczy i sfora psów. Gości wielu a wśród nich zwycięzcy oraz zespół sędziowski z zawodów strzeleckich o "Puchar Prezesa 2009". Wszyscy strzelcy zawołani.

Miotów prowadzący zarządził 7. Strzelaliśmy nieczęsto, bo dziki, korzystając z braku doświadczenia naszych piesków, między nogami strzelcom umykały.

Panowie Kurowiakowie najlepszym refleksem się wykazali i laury łowieckie zgarnęli. Robert królem został a Mirosław vice-królem. Kol. Hlebik tak pięknie pudłował, że aż królem pudlarzy został. Nie znaczy to, że tylko on pudłował, bo i piszący też się nie popisał i sosnę okorował. Nagonka sprawnie mioty omiatała, psy niestety jakby nie nadążały. Tina (pies Adama), zatraciwszy się w gonie, do sąsiedniego nadleśnictwa trafiła i na biesiadę nie zdążyła.

Pełni uśmiechów i zadowoleni z mile spędzonego dnia wróciliśmy późnym popołudniem na Smolarki. Tam dywan zielony przyjął zwierza, którego wspólnie upolowaliśmy: dziczek przedni oraz sarenka mała. Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy w ciszy wysłuchaliśmy muzyki stosownej, jaką uraczyli nas koledzy Tadeusz Szyszko i Adam Trawiński.

Tylko prezes ogłosił koniec polowania a już nasze niezastąpione panie zaczęły podawać mięsiwa pieczone, jałowcem doprawione. Po prostu pychota. Tym razem pań było cztery. Pani Ala od łowczego, pani Danuta od Romeckiego, pani Ewa od Hlebika i piękna Agnieszka, Adama towarzyszka. Toasty, gratulacje, opowieści, co kto widział, gdzie stał, jak na niego byki a potem jeszcze łanie smutno patrzyły. Taki był "miot ostatni", ten najlepszy. Dziwne chłopy, wielkie, gruboskórne. Skąd w nich tyle delikatności? Jestem pełen podziwu. Łowczy w tym czasie owce z jagnięciem na zboczu góry gdzieś w środku Europy pasł. A my syci wrażeń, dziękując matce naturze za szczęśliwie spędzony dzień w łowisku, rozjechaliśmy się. Wracając przez las ciemny, pilnie się rozglądałem czy Dziewanna spogląda na mnie okiem przychylnym.

Darz Bór

tekst i foto Andrzej Romecki Smolarki,
14 listopada 2009


A jako że państwu Lechitów wydarzyło się powstać na obszarze zawierającym rozległe lasy i gaje, o których starożytni wierzyli, iż zamieszkuje je Diana i że Diana rości sobie władztwo nad nimi, Cerera zaś uważana była za matkę i boginię urodzajów, których dostatków kraj potrzebował, (przeto) te dwie boginie: Diana w ich języku Dziewanną (Dzewana) zwana i Cerera zwana Marzanną (Marzyana) cieszyły się szczególnym kultem i nabożeństwem.
(cyt. za: Jana Długosza Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, red.: J. Dąbrowski, Warszawa 1961).

Hubertowiny 2009

Kolejny listopad się zbliżył i kolejny raz czciciele świętego Huberta oddali cześć swemu patronowi. To już piąty raz na Mszy Hubertowskiej w kościele parafialnym w Kłodawie spotkali się myśliwi z Kół Łowieckich skupionych terytorialne przy Nadleśnictwie Kłodawa. Koła te to "Leśnik", "Knieja", "Wilk" "Orzeł" i "Sokół". Nie zabrakło również przedstawicieli władz powiatowych, gminnych i samorządowych, okręgowych władz łowieckich oraz leśników z Kłodawy i Strzelec Krejeńskich. Najbardziej cieszy uczestnictwo w uroczystości mieszkańców Kłodawy, sympatyków łowiectwa i przyrody. Mszę odprawił i wygłosił okolicznościową homilię ksiądz proboszcz Tadeusz Stachura. Od pięciu lat wspaniałą oprawę muzyczną zapewniają niezmiennie obecni i byli już członkowie zespołu sygnalistów myśliwskich Wydziału Leśnego U.P. w Poznaniu "VENATOR".

Sztandary, dźwięk rogów i chwytające za serce słowa wprowadziły bardzo podniosłą atmosferę i w niejednym myśliwskim sercu pojawiło się wzruszenie. Jak co roku po nabożeństwie w kościele wysłuchaliśmy koncertu na rogach wzbogaconego o komentarz dotyczący muzyki myśliwskiej. Po części oficjalnej uroczystości wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni na spotkanie i myśliwski poczęstunek do Sali Wiejskiej w Kłodawie. W poprzednich latach spotykaliśmy się po mszy w domku myśliwskim naszego koła w Smolarkach, jednak ostatnio frekwencja była już tak wysoka, że w sali zaczęło brakować miejsc. Dzięki znanej już nam, myśliwym, przychylności Pani Wójt Anny Mołodciak i rady sołeckiej w Kłodawie, tym razem wieczór spędziliśmy w pięknej i przestronnej Sali Wiejskiej. Przy dźwiękach rogów, śpiewach i myśliwskich opowieściach, które wraz z upływem nalewki stawały się coraz bardziej niewiarygodne, biesiadowaliśmy do późnej nocy.

/ Kliknij aby powiększyć /

Ambicją moją i mam nadzieję pozostałych organizatorów, jest oprócz integracji środowiska łowieckiego i leśnego terenu Nadleśnictwa Kłodawa, również propagowanie łowiectwa jako działalności służącej prawidłowemu funkcjonowaniu ekosystemu leśnego. Dlatego już od dziś planujemy przyszłoroczną imprezę z nadzieją na dotarcie do większej rzeszy społeczeństwa.

Od dziś planujemy przyszłoroczną imprezę z nadzieją na dotarcie do większej rzeszy społeczeństwa.

Zapraszamy za rok

Darz Bór

Mszaniec 24.10.2009 T.S.

Złoty dzik

"PIECZĄTKA ZE ZŁOTEGO RAPCIA"

Dzięki przychylności bogini łowów Diany, co przez las z św. Hubertem pod rękę się przechadza, oraz dzięki własnym umiejętnościom myśliwskim, kol. Jerzy Lisek zdobył w noc sierpniową z 7 na 8.08.2009 "Złotego Dzika".

Kol. Jerzemu Liskowi w polowaniu na Złotego Dzika towarzyszyli Zbigniew Bachmiński młody Bernatowicz, Robert Cimander, Mirosław Hlebik, Marek Jankowski, Andrzej Kościelniak, Stefan Kromulski, Mirosław Kurowiak, Robert Kurowiak, Marek Lewandowski, Błażej Lisek, Mirosław Michalski,, Daniel Popowski, Andrzej Romecki, Bronisław Safarewicz, Marcin Skrzypczak, Tadeusz Szyszko, Krzysztof Trawiński, Zbigniew Trawiński, Hubert Zygmunt którzy mu serdecznie gratulują wielkiego sukcesu łowieckiego.
Smolarki ubrane w czerwone korale na godzinę przed Złoty Dzikiem.

Późnym popołudniem 7 sierpnia 2009 zew polowania na Złotego Dzika skupił 19 wyznawców Diany z pod znaku "Leśnika".

Od lewej stoją koledzy: Robert Kurowiak, Andrzej Kościelniak, Jerzy Lisek, Robert Cimander, Błażej Lisek, Hubert Zygmunt, Mirosław Kurowiak, Zbigniew Bachmiński, Marek Jankowski, Maerk Lewandowski, Mirosław Hlebik, Daniel Popowski, Marcin Skrzypczak, młody Bernatowicz, Zbigniew Trawiński, Mirosław Michalski, Stefan Kromulski, Tadeusz Szyszko, Krzysztof Trawiński, po za kadrem fotografujący Andrzej Romecki oraz Bronisław Safarewicz szykujący wiktuały na śniadanie.

Odłożyliśmy wiele innych spraw. Radość z przeżycia przygody ściągnęła do Smolarek wiarusów jak i żółtodziobów, myśliwych, którym Diana strzały podaje jak i tych, którzy co prawda papiery mają w porządku, ale Diana do dziś ukrywa przed nimi wagę myśli łowieckiej. Prezes zagrał "Na łów" a serce me zadrżało z radości, że to już za chwilę rozjedziemy się na nocne polowanie. Łowczy, dzielnie wspierany przez prezesa, omówił to, co nam wolno a czego nie – "Złoty Dzik ma być dzikiem a nie jakimś warchlakiem czy też loszką. Oręż, panowie, to rzecz pierwszej wagi. W kniei czeka na nas dzik godny". "Dzik erymancki" - dodałem w myśli. Losowanie ambon dopełniło formalności i w drogę na spotkanie z przygodą. Nie minęły dwa kwadranse, jak opustoszały Smolarki. Jeszcze księżyc oblicza swego nie ukazał a zagrzmiała gwintówka Stefana Kromulskiego, głosząc rogacza przedniego. A echo jej po godzinie odpowiedziało "dzik, dzik, dzik". Tak do rana trzykrotnie tę wiadomość łowiecką buki bukom, dęby dębom powtarzały. Mnie łanie z ręki jadły, lis na oknie harce wyprawiał. Kawy ledwo do północy mi starczyło. Z pięć razy sprawdzałem czy mi amunicji wystarczy i ani razu do strzału się nie złożyłem. Diana dziki pod lufę godniejszym od mnie podesłała. Przybywszy do Smolarek ujrzałem, że odyńczyk przedni cały pokot zajmuje a gdy z daleka złom przy kapeluszu seniora Zbyszka Trawińskiego zobaczyłem, natychmiast rundę honorową wokół pokotu wykonałem. Zaraz po tym Stefan Kromulski dumnie pod pokot zajechał i rogacza na prawym boku złożył. Zjechali prawie wszyscy, brakowało tylko panów Lisków i młodszego Kurowiaka. Wóz terenowy Błażeja dyskretnie wjechał na dziedziniec i sunął prosto pod pokot. Znaczy się coś tam panom Liskom św. Hubert darzył. Dopieroż było nasze zdziwienie, gdy dwa dziki na pokocie złożyli. Ten, co go Błażej pozyskał, jakby mniejszy, natomiast starego łowczego Jerzego odyniec fajki i szabelki pięknie prezentował. Pierwszy kol. Zbyszek Trawiński gratulacje złożył. Złotego Dzika pogratulował w te słowa: "Ty Jurek rapcia tego dzika w złoto oprawić musisz i jako pieczątki używać". Bo trzeba wiedzieć, że u starego łowczego żaden dokument bez "piczątki" nie był ważny. Taki służbista.

Kol. Zbigniew Trawiński odbiera laur Srebrnego Dzika

Prowadzący imprezę, prezes i łowczy, zebrawszy Nas na pokocie, ogłosili, że Statuetkę Złotego Dzika w roku 2009 otrzymał kol. Jerzy Lisek . Srebrnego Dzika zdobył kol. Zbigniew Trawiński. Wyróżniono również kol. Błażeja Liska i Stefana Kromulskiego. Nasz prezes na rogu odegrał sygnały śmierć strzelonej zwierzyny – zawsze jest to uroczysta chwila oddania czci strzelonej zwierzynie. A muzyka jest cudem tak, jak cudem jest natura: drzewo, las, góry, łąka, morze, jezioro, rzeka. Zadumani udaliśmy się na śniadanie przygotowane przez Mirka Hlebika i Bronka Safarewicza.

To już szóste śniadanie i po latach wypraktykowaliśmy, że najlepsza jest jajecznica na dużej patelni z kopy jaj albo z dwóch kop. A ile tych jaj na patelnię tym razem wbiliśmy, a ile kulawek wypiliśmy, tego się nigdy nie dowiecie. No może jak pieczątkę na podaniu o wspomnienia przyłożycie.

Napisał Andrzej Romecki myśląc o chwilach spędzonych w łowisku.

I jeszcze taki kawałek z Wespazjana Kochowskiego o biesiadzie:

"Wtem z rożnów niosą dziczyzny okroje I z piwnic wtąż napoje. Jak zamroczą łeb kieliszki, Samiż podjedzą i wilki i liszki."

Dzięki przychylności bogini łowów Diany, co przez las z św. Hubertem pod rękę się przechadza, oraz dzięki własnym umiejętnościom myśliwskim, kol. Jerzy Lisek pozyskał w dniu 8.08.2009 Złotego Dzika.

Z żalem zawiadamiamy, że 10 lipca 2009 r. odszedł do "krainy wiecznych łowów" założyciel naszego koła kolega

Jan Stępień

Niech go "najwyższy łowczy" prowadzi na wieczne łowy.
Członkowie Koła Łowieckiego "Leśnik" składają rodzinie najszczersze wyrazy współczucia.

 

Dzień dziecka

Dzień Dziecka to okazja abyśmy i my myśliwi mogli zrobić coś miłego dla najmłodszych przedstawicieli społeczeństwa.

Dlatego jak co roku z radością zaprosiliśmy do domku myśliwskiego w Smolarkach przedszkolaki z Kłodawy i Gorzowa. Oprócz zabawy na łonie natury była to okazja do szeroko pojętej edukacji ekologicznej oraz łowieckiej. Dzieci są najmniej skażone uprzedzeniami i dlatego w ich wyobraźni najłatwiej zbudować pozytywny obraz myśliwego, którego pasją, wbrew niestety powszechnej opinii, nie jest zabijanie wszystkiego, co się rusza, ale przeżywanie emocji związanych z podglądaniem czegoś niedostępnego dla większości ludzi. Śmierć oczywiście też występuje, ale jako naturalny skutek spotkania drapieżnika z ofiarą, średnio na co dziesiątym polowaniu.

W tym roku Dzień Dziecka obchodziliśmy dwa razy: 1 i 3 czerwca. Odwiedziło nas łącznie ponad 110 dzieci w wieku przedszkolnym. Zajęcia edukacyjne prowadzili nasi koledzy Zbyszek Bachmiński i Andrzej Romecki, którzy dołożyli wszelkich starań, aby dzieci się nie nudziły i dobrze wspominały wizytę u myśliwych. Okazało się zresztą, że dla naszych edukatorów to również było wielkie przeżycie, o czym świadczą niżej zamieszczone refleksje.

T.Szyszko

Ogon wilka w ognisku

3 czerwca zgodnie z zobowiązaniem, jakie podjął kolega prezes Tadeusz Szyszko, nasze koło podejmowało z okazji Dnia Dziecka Przedszkole Kłodawskie. Prezes, przeceniając moje możliwości, wytypował mnie jako osobę podejmującą gości. Przejrzałem swoje notatki "Jak zostać myśliwym" i zaopatrzony w 79 prezentów, bo tylu miało być dzieci, stawiłem się godzinę przed terminem w Smolarkach. Rozpaliłem kominek oraz ognisko, co nie jest dla mnie łatwe, bo jak koledzy wiedzą, łatwiej mi dzika złotego pozyskać niż drzazgę podpalić. Deszczyk siąpił łagodnie. Gimbus, pełen drobiazgu, zajeżdżał dwukrotnie pod Smolarki. Maluchy najpierw zapoznały się z topografią Smolarek, potem zajęły się dmuchanym słoniem a nie moją osobą. Mimo iż wiedziałem, że maluchów było niespełna 80, biorąc pod uwagę ich ruchliwość wydawało się, że jest ich ze dwie setki.

Po rozwiązaniu zagadek przygotowanych przez kolegów z Nadleśnictwa Kłodawa (np. jak sowa ma trafić do domu?), nadszedł czas na moją pogadankę. Po sześciu sekundach swojego wystąpienia zorientowałem się, że moi milusińscy nie wiedzą, jak wygląda borsuk. Tymczasem ja przygotowałem się jak na egzamin łowiecki lub jak na spotkanie z moim ukochanym wnukiem Radkiem co ma lat 9. Opowiadałem, jak nazywa się oko zająca, jak nazywa się ogon wilka - polano. Mali słuchacze nawet pilnie mnie słuchali, za co im serdecznie dziękuję. Minęły ze dwie godziny. Bacznie patrząc, by tym diabłom, urwisom, nic złego się nie stało, pilnowałem niejako instynktownie ogniska. Nagle usłyszałem głos małego Kuźmińskiego (syna myśliwego) "czy mogę wrzucić ogon wilka do ogniska". Nic nie podejrzewając, powiedziałem "tak". No i się zaczęło - w ciągu 1 sekundy 79 polan drewna znalazło się na ognisku. Stos drewna przygotowany przez kolegę Mirka zmalał w połowie. A taki młody dżentelmen mający ze cztery lata po chwili pyta: "Mogę też spalić ogon wilka?" Oczywiście cóż miałem zrobić? Podziałem "tak". Na szczęście pani dyrektor, przewidując totalne spalenie Smolarek, stanowczo zaprotestowała. Nie ma piękniejszego widoku jak palenie wilczego ogona w wykonaniu przedszkolaków z Kłodawy!

Dziękuję kol. Prezesie za umożliwienie mi przeżycia tak wspaniałych doznań.

A oto co o wizycie w Smolarkach napisały "przedszkolaki" na swojej stronie www.p18.edu.gorzow.pl

Wycieczka do Domku Myśliwskiego w Smolarkach

W tak wyjątkowym dniu dla wszystkich dzieci jakim jest 1 czerwca dzieci z naszego przedszkola pojechały na wycieczkę do siedziby koła łowieckiego "LEŚNIK" w Smolarkach. W tym dniu, oprócz wesołej zabawy na łonie natury dzieci zapoznały się z sylwetką myśliwego, gospodarującego na swoim terenie oraz okolicznym środowiskiem leśnym.

W domku myśliwskim, przy płonącym kominku, myśliwy pan Zbigniew Bachmiński opowiadał dzieciom o zwierzętach żyjących w pobliskich lasach, o pracy myśliwych, którzy dbają o utrzymanie równowagi między różnymi populacjami zwierząt. Dzieci miały okazję obejrzeć myśliwego w mundurze galowym i roboczym, spacerowały po lesie w okolicach Mszańca i Zamokrza, oddychały leśnym powietrzem wyróżniając zapach żywicy ze świeżo ścietych drzew, poznały tropy sarny i jelenia, obserwowały roślinność leśną przez lornetkę. Maluchy (Biedronki i Krasnale) nauczyły się rozpoznawać drzewa iglaste i liściaste. Dzieci zgodziły się z myśliwym co do zasady nieniszczenia roślinności i niezabijania nawet najmniejszych mieszkańców lasu.

Wszyscy spędzili przyjemnie czas w otoczeniu lasu i pięknej przyrody, a posiłek zjedzony w takim miejscu smakował wyśmienicie. Pobyt w tak uroczym miejscu przysporzył dzieciom wiele radości, uśmiechu i przyjemnych wrażeń, wzbogacił ich wiedzę dotyczącą środowiska naturalnego i utwierdził w przekonaniu, że należy dbać o otaczającą nas przyrodę. Składamy serdeczne podziękowania dla Koła Łowieckiego "Leśnik" w Smolarkach oraz panu Zbyszkowi za zaproszenie do swojej siedziby i umożliwienie spędzenia czasu w tak szczególnym miejscu.

II Majówka Kłodawska

Majówka Kłodawska to cykliczna impreza wymyślona przez Panią wójt Gminy Kłodawa Annę Mołodciak. Odbywa się ona w konwencji pikniku, który promować ma walory naszej gminy. Urzędnicy gminni, doceniając szczególne znaczenie turystyki, wędkarstwa i łowiectwa dla naszego regionu, do organizacji przedsięwzięcia zapraszają Nadleśnictwo Kłodawa i miejscowe koła łowieckie.

Myśliwi zabawę rozpoczęli już w piątek 29 maja zawodami strzeleckimi w "Sąsiedzkim Turnieju Strzeleckim". Uczestniczą w nim od kilku lat trzy koła Leśnik, Knieja i Wilk. Rywalizacja była zacięta, ale niezwykle przyjacielska. Tradycją jest, że dla pełnej integracji grupy strzelecki są tak ustalane, aby w każdej byli członkowie wszystkich kół w równej liczbie. Tym razem, po kilkuletniej naszej dominacji, musieliśmy uznać wyższość kolegów z Wilka. Indywidualnie wygrał prezes tego koła Leszek Wawrzyniak, który zwyciężył po dogrywce z naszym łowczym Krzysiem Trawińskim. Puchary, już następnego dnia na terenie Ośrodka Przywodnego Nierzym koło Zdroiska, uroczyście wręczyła Pani Wójt.

Stałym elementem majówki jest wystawa trofeów łowieckich, którą przygotowały, podobnie jak w ubiegłym roku, Koła Łowieckie Knieja i Leśnik. Tegoroczna wystawa była skromniejsza niż w roku ubiegłym, ale jakość trofeów wyjątkowo imponowała. Prezentowaliśmy wiele medalowych wieńców jeleni a wśród nich ubiegłoroczną zdobycz naszego łowczego wycenioną na brąz. Ozdobą ekspozycji była kolekcja łowczego naszych sąsiadów kolegi Ryszarda Paszkowskiego, który zgromadził kilka pięknych wieńców o wadze powyżej 12 kg. Jako ciekawostkę prezentowaliśmy skórę niedźwiedzia czarnego, którego zdobył kilka lat temu nasz kolega Mirek Kurowiak. Kolejną atrakcją łowiecką imprezy była degustacja pieczonych dzików ofiarowanych przez pozostałe koła łowieckie z naszego terenu. Dziczyzna jak zwykle była pyszna i zniknęła błyskawicznie mimo sporej ilości.

Udział w organizacji imprezy traktujemy jako okazję do promocji łowiectwa i okazję do budowy pozytywnego wizerunku myśliwego. Dlatego staramy się pokazać społeczeństwu to, co mamy w naszej kulturze łowieckiej najlepszego. Jednym z takich elementów jest muzyka łowiecka, którą przepięknie zaprezentował w tym roku zespół sygnalistów myśliwskich VENATOR z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Muzykę wspaniale uzupełnił komentarz kierownika zespołu.

Mimo kapryśnej pogody zabawa trwała do późnej nocy a w majówce wzięło udział wielu mieszkańców gminy i Gorzowa. Wspaniałą atmosferę zapewniły występy zespołów muzycznych i spory zapas nalewek którymi mogliśmy się pochwalić na szerokim forum. Organizatorzy zapraszają już na przyszły rok a my myśliwi mamy już kilka nowych pomysłów.

T.Szyszko

200 lat Kolego Janie

24 lutego tego roku nasz senior Jan Stępień obchodził 90-te urodziny. Do Kłodawy przyjechał 64 lata temu, zaraz po II wojnie światowej. Po latach partyzanckiej walki w szeregach AK, podobnie jak wielu innych, postanowił zacząć nowe życie na ziemiach odzyskanych. Był pionierem leśnictwa w kłodawskich lasach i razem z innymi leśnikami zakładał nasze koło. W pierwszym zarządzie koła pracował jako sekretarz a przez następne 55 lat pełnił inne funkcje. Kolega Jan jest chodzącą historią naszego koła. Miałem okazję przekonać się o tym, gdy razem z Hubertem Zygmuntem udaliśmy się do jubilata z życzeniami. Były wspomnienia dawnych lat i opowieści myśliwskie. Aż trudno uwierzyć, że po tylu latach można pamiętać tak wiele szczegółów.

Fot. 1. Hubert Zygmunt i Jan Stępień na urodzinach. Fot. 2. Jan Stępień i Tadeusz Szyszko na urodzinach. / Kliknij aby powiększyć /

Na następne 90 lat życzymy koledze Janowi końskiego zdrowia i tradycyjnie "Darz Bór".

T.Szyszko

Konkurs Kronik

Mało kto z naszych kolegów wie, że kronika Koła Łowieckiego "Leśnik" została zgłoszona do "Konkursu Kronik Kół Łowieckich Gorzowskiego Okręgowego PZŁ". Wyniki zostały ogłoszone w ubiegłym tygodniu. Nasza Kronika zajęła zaszczytne II miejsce. Z tej okazji gorące podziękowania i gratulacje należą się dla naszego kronikarza Huberta Zygmunta oraz wszystkich kolegów, którzy przyczynili się do utrwalenia historii koła w kronice. Pamiątkowy dyplom oraz nowiutką kronikę odebrałem jako prezes koła z rąk Prezesa Okręgowej Rady Łowieckiej na spotkaniu prezesów i łowczych kół 27 lutego 2009 r.

T.Szyszko





 



/ Kliknij aby powiększyć /

Z żalem zawiadamiamy, że 5 stycznia 2009 r. odszedł nagle do "krainy wiecznych łowów" nasz kolega

Kazimierz Graczyk



Niech go "najwyższy łowczy" prowadzi na wieczne łowy.
Członkowie Koła Łowieckiego "Leśnik" składają rodzinie najszczersze wyrazy współczucia.

Polowanie Noworoczne Smolarki 3 stycznia 2009

Polowanie Noworoczne tradycyjnie poprowadził prezes kol. Tadeusz Szyszko. Zbiórkę rozpoczął od złożenia życzeń noworocznych, życząc Nam niezapomnianych przeżyć i sukcesów łowieckich oraz szczęścia i zdrowia w życiu osobistym - Naszym i Naszych rodzin.

Odczytywanie listy uczestników przez kol. Krzysztofa Trawińskiego odbyło od przedstawienia gości. Na zdjęciu uczestnicy polowania noworocznego od lewej: Robert Cimander, Jerzy Lisek, Robert Kurowiak, Adam Sikorski, Błażej Lisek, kol.Kramer, Zdisław Kołodziński, Marek Lewandowski, KOłodziński junior, Marek Jankowski, Mirosław Kurowiak, Zbigniew Bachmiński, Jacek Masiuk, Mirosław Hlebik, Emil Wiśniewski, Bronisław Saferewicz, Jan Świderski, Andrzej Kościelniak, Cezary Kuźmiński, Hubert Zygmunt, Zbigniew Trawiński, Roman Romaniszyn, Mirosław Michalski, Roman Drużyński, po za kadrem Adam Trawiński, Tadeusz Szyszko, Krzysztof Trawiński , Andrzej Romecki.

Koledzy Adam Trawiński oraz Tadeusz Szyszko są w naszym kole sygnalistami i na zbiórkach myśliwskich zajmują miejsce przyznane im przez tradycję łowiecką, dlatego na zdjęciach z odpraw i pokotów są niewidoczni . Dzięki ich talentowi muzycznemu nasze polowania mają zawsze uroczysty charakter, za co serdecznie dziękujemy. Na pierwszym polowaniu w 2009 roku grali niestety tylko sygnał "dzik na rozkładzie". Królem polowania noworocznego został kol. Andrzej Romecki, strzelając w pierwszym miocie dzika.

Fotografie autorstwa Andrzeja Romeckiego oraz Zbigniewa Bachminskiego

"Król polowania"

"Królem polowania zostaje myśliwy, który strzelił najwyżej postawionego w hierarchii zwierza, bez względu na ilość strzelonych przez innych myśliwych sztuk. Np. strzelenie cielaka jelenia będzie wyżej honorowane niż strzelenie pięciu dzików przez innego łowcę, jeden strzelony przez myśliwego lis będzie wywyższać go nad zdobywcę nawet 10 zajęcy. Ot takie miał szczęście. W razie zdobycia przez dwóch lub więcej myśliwych tej samej ilości zwierzyny z tego samego gatunku należy wyżej postawić zwierzynę trofeową. W razie zdobycia zwierzyny trofeowej przez więcej myśliwych, wyżej należy postawić zwierzynę o wyraźnie większym trofeum. W przypadku równej wielkości, a nie strzeleniu innej przez tych myśliwych zwierzyny to o przyznaniu tytułu króla decyduje, kto pierwszy strzelił daną zwierzynę. Powyższy przypadek nie dotyczy, wówczas gdy jeden z myśliwych strzelił dodatkowo inną zwierzynę. Wtedy tytuł króla przypada automatycznie jemu."

Jest to cytat z "Zwyczaje i ceremoniał łowiecki na polowaniach zbiorowych".

Polowanie wigilijne 21-12-2008

Król polowania wigilijnego 2008 kol. Mirosław Hlebik

W polowaniu wiglijnym 21 grudnia 2008 r. prowadzonym przez kolegów Krzysztofa Trawińskiego oraz Mirosława Michalskiego, udział wzięli (patrząc od lewj) koledzy Eugeniusz Grześkowiak, Roman Drużyński, Mariusz Wójcik, Cezary Kuźmiński, Marian Oszust, Adam Sikorski, Zbigniew Trawiński, Marek Jankowski, Robert Kurowiak, Marcin Skrzypczak, Mirosław Michalski, Mirosław Hlebik, Marek Lewandowski, Janusz Świderski, Bronisław Safarewicz, Andrzej Kościelniak, Andrzej Romecki, Mirosław Kurowiak, Zbigniew Bachmiński, Wojciech Pawliszak, Robert Cimander, Błażej Lisek, Józef Pytel, Krzysztof Trawiński, Tadeusz Szyszko, Janusz Gabryniewski, Hubert Zygmunt.

Około południa zatrzymaliśmy się przy jednym z najstarszych paśników w łowiskum, aby zwierzynie symbolicznie karmy dołożyć, podzielić się opłatkiem i złożyć życzenia. Na "śniadaniowym" pokocie pod "paśnikiem Huberta" złożyliśmy łanię pozyskaną przez kol. Mirosława Hlebika, cielaka pozyskanego przez kol. Błażeja Liska, cielaka pozyskanego przez kol. Tadesza Szyszko oraz łaciatego wycinka pozyskanego przez kol. Krzysztofa Trawińskiego.

Paśnik Huberta ma wyjatkową konstrukcję, ale jego historia jest o wiele ciekawsza. Otóż staropolskim zwyczajem pod fundamentem nowo budowanego domu zakopywano cenny przedmiot. Tu zakopano antałek cennej okowity i jak fama głosi, jeden z pomocników budujących ten paśników antałek niezwłocznie wykopał . Niemniej co jakiś czas pod paśnikiem Huberta widać ślady świeżo rozkopanej ziemi, ale to na pewno są ślady buchtowania dzików, bo przecież nikt nie wierzy, by po latach coś tam się jeszcze kryło. Sam kilka razy ziemię pod paśnikiem przekopywałem i niestety nic nie wykopałem.

Na wierczorny pokot do już pozyskanej zwierzyny kol. Krzysztof Trawiński dołożył lisa a laur króla polowania zdobył Mirek Hlebik jako strzelec łani.

Fotografie wykonał Andrzej Romecki

MSZA HUBERTOWSKA

Przełom października i listopada myśliwym i leśnikom kojarzy się jednoznacznie z dniem Świętego Huberta. Choć dzień naszego patrona przypada na 3 listopada to już 17 października bieżącego roku, z inicjatywy zarządów trzech zaprzyjaźnionych kół łowieckich, "Leśnik", "Knieja" i "Wilk", odbyła się w kłodawskim kościele uroczysta msza hubertowska. To już piąty rok z rzędu nasze koła wspólnie obchodzą dzień Świętego Huberta.

Organizatorzy starają się każdego roku wzbogacać imprezę. W tym roku do uczestnictwa zaproszono pozostałe koła łowieckie z terenu Nadleśnictwa Kłodawa. Nabożeństwo tradycyjnie już odprawił lubuski kapelan leśników i myśliwych ks. Przemysław Kasprzak - leśnik z wykształcenia i aktywny myśliwy.

Msze odprawiane przed łowami to stara tradycja kultywowana od kilkuset lat. Nasi przodkowie przed wyprawą na łowy brali udział w nabożeństwach ku czci swojego patrona, wyrażając swą wdzięczność dla Stwórcy za bogactwa przyrody i poświęcając się Jego opiece.

/ Kliknij aby powiększyć /

W uroczystości oprócz myśliwych i ich rodzin wzięli udział również miejscowi leśnicy z kierownictwem Nadleśnictw Kłodawa i Strzelce Krajeńskie, okręgowe władze łowieckie z łowczym okręgowym oraz władze gminne z wójtem. Wszyscy mogli wysłuchać okolicznościowej homilii oraz podziwiać wspaniałą grę na rogach myśliwskich byłych już członków studenckiego Zespołu Trębaczy Myśliwskich "Venator" - laureata wielu ogólnopolskich konkursów. W koncercie, który odbył się po mszy, zespół zaprezentował utwory z kanonu muzyki poważnej poświęcone łowiectwu a skomponowane specjalnie na rogi myśliwskie. To była prawdziwa uczta dla ducha.

Tradycją stały się już spotkania po nabożeństwie w naszym domku myśliwskim w Smolarkach. Tam, przy domowych wypiekach "myśliwskich" małżonek i kieliszeczku domowej nalewki, myśliwi snuli opowieści spod znaku strzelby i psa do późnego wieczora.

Ambicją organizatorów jest integracja środowiska łowieckiego i leśnego połączonego miejscem działalności na terenie Nadleśnictwa Kłodawa oraz propagowanie łowiectwa jako działalności służącej prawidłowemu funkcjonowaniu ekosystemu leśnego.

Muzyka myśliwska, nacechowana zachwytem dla piękna przyrody to ważna część kultury polskiej i europejskiej i z pewnością może przyczynić się do tworzenia pozytywnego wizerunku łowiectwa w społeczeństwie.

T.Szyszko

Złoty dzik 2008

O pierwszym złotym dziku z roku 2004 wszyscy wiemy. Wyczarował go kol. Krzysztof Trawiński w asyście kol. Mirosława Michalskiego. Pamiętamy również, że drugiego złotego dzika w 2005 roku kol. Andrzej Romecki w dublecie z lisem na pokocie złożył. W 2006 roku kol. Błażej Lisek wspólnie z ojcem złotego dzika z wielkiej łąki ciągali. W to, że kol. Jerzy Lisek też go ciągnął, mało kto wierzy. W 2007 roku pokot był obfity, ale dzik kol. Mirosława Kurowiaka okazał się złoty, pędzelkiem przyozdobiony. A w tym roku każdy z nas ma równe szanse.

Smolarki, 16 sierpnia 2008

Wczesnym wieczorem 16 sierpnia 2008 roku Złotego Dzika przywitało nieliczne grono myśliwych - tylko 13 z nas stawiło się w siąpiącym deszczu. A padało od samego rana. Łowczy, miast rozprowadzić polowanie na Złotego Dzika, udał się na wyprawę w słowackie góry, szukać miejsca, gdzie żerują muflony, gdzie tryk tryknie tryka. Polowanie poprowadził kol. Tadeusz Szyszko, nasz prezes.

Tak prawdę powiedziawszy tym razem dłużej trwała odprawa niż samo polowanie. Po wielokrotnym sprawdzeniu, że pada jakby mniej, wygrało powiedzenie kol. Zbyszka Trawińskiego, które przez lata słyszeliśmy wielokrotnie, że dla myśliwego jest tylko pogoda dobra albo bardzo dobra. Tym razem była "dobra" i brać myśliwska po ustaleniu, że polujemy do godziny 23 a nie jak zwykle do rana, ruszyła w deszcz. Siąpiło, padało, lało, potem nawet przez chwilę nie padało i znowu lało. Padały kropelki małe i krople duże, z czego robiły się kałuże, z małych kropelek kałuże małe a z dużych kropli kałuże duże. Po dwudziestej drugiej koledzy myśliwi zaczęli się zjawiać w Smolarkach a co który się pokaże, to bardziej zmoknięty. Śniadanie przewidziane na 7 rano zaczęliśmy serwować przed północą i to było najwcześniej spożywane śniadanie po polowaniu na Złotego Dzika w Smolarkach. Kiełbaska w cebulce wg przepisu kol. Mirka Hlebika znikała błyskawicznie, a tu jednego myśliwego brak. Dwóch panów Kurowiaków, aby przypomnieć, że to senior zacnego rodu Kurowiaków Mirosław, rok temu Złotego Dzika na pokot złożył, przedni trunek do pucharów nalewali. Co gąsiorek się opróżni, to jedna czara dalej nietknięta stoi, znakiem czego jednego myśliwego brak. Czteruch gąsiorki puste w rzędzie stoją a tego jednego myśliwego jak brakowało tak brakowało. A że noc się dłużyła, to wspominkom czas nadszedł, o czym wam nie opowiem, bo opowieści te tylko na Smolarkach możecie usłyszeć i tylko w tę jedną noc, gdy Złoty Dzik w deszczu pod ambonę podchodzi. Nagle dzwoni komórka, znaczy się telefon, znalazła się zguba, nasz myśliwy ukochany, co za nim wyglądamy, zakopał się na polu, na którym łowczy kol. Krzysztof Trawiński pierwszego Złotego Dzika pozyskał. Robert Kurowiak w niecałe dwie godziny, no może trochę krócej, przywiózł nie tylko naszą zgubę, kol. Zbyszka Bachmińskiego, ale jeszcze Dzika Złotego, po którego kol. Zbyszek maluchem na świeżo orane pole pojechał. I tak w deszczowej pogodzie królem polowania na Złotego Dzika został kol. Zbigniew Bachmiński. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że był to trzeci dzik pozyskany przez Zbyszka na polowaniach Złoty Dzik, ale ten był mokry, wypracowany i przede wszystkim Złoty. Widziałem po oczach mojego przyjaciela, że był szczęśliwy. Serdecznie mu sukcesu gratulowaliśmy wiedząc, że w 2009 roku pełnia ta jedyna na Złotego Dzika przypada 5 września. Św. Hubert już się do nas uśmiecha i zaprasza na to piękne polowanie.

DASZ BÓR

napisał Andrzej Romecki

55-lat minęło

W ubiegłą niedzielę 27 lipca 2008 roku świętowaliśmy kolejny jubileusz. Co prawda nasze koło rozpoczęło działalność z dniem 1 stycznia 1953 roku, ale postanowiliśmy obchody rocznicy przełożyć na lipiec, najcieplejszy miesiąc roku.

Skoro świt, bo już o 7.30 wsiedliśmy do autokaru i wyruszyliśmy do gościnnego Międzychodu, aby tam na strzelnicy myśliwskiej powalczyć o 24. "Puchar Prezesa Koła". Klasyfikacja tradycyjnie już prowadzona była oddzielnie dla członków koła i oddzielnie dla posiadaczy klasy mistrzowskiej oraz gości. Strzelanie przebiegało w znakomitej, przyjacielskiej atmosferze. Oczywiście nie obyło się bez dowcipnych uwag pod adresem konkurentów, ale to tylko dodawało smaku współzawodnictwu. Spośród konkurencji najwięcej emocji dostarczył "dzik", który po wyjściu zza kulochwytu zwalniał na chwilę, aby się rozejrzeć a następnie z impetem ruszał dalej. Ten zapewne niezamierzony efekt dodał konkurencji dodatkowego efektu realizmu.

Fot 1. Część oficjalna w Smolarkach. Fot 2. Rozdanie nagród / Kliknij aby powiększyć /.

Druga, najważniejsza część imprezy, miała miejsce już w naszej siedzibie, w Smolarkach. Część oficjalna, na którą przybyli zaproszeni goście, nasze rodziny i sympatycy koła, rozpoczęła się o 16.00. Krótkie, acz treściwe wystąpienie prezesa, następnie życzenia od Pani Wójt, Nadleśniczego Nadleśnictwa Kłodawa i przyjaciół z sąsiednich kół i wreszcie najbardziej oczekiwana chwila przez wszystkich uczestników zawodów, czyli ogłoszenie wyników i rozdanie nagród.

Początek był mało oryginalny, ponieważ Puchar Prezesa w klasie członków koła z rąk łowczego odebrał prezes a w klasie otwartej było na odwrót. Dzięki hojności naszych sponsorów każdy z uczestników otrzymał drobny upominek i uścisk ręki prezesa.

Oczywiście nie byłoby jubileuszu bez rodzinnego zdjęcia, do którego ochoczo pozowali wszyscy zebrani.

Fot 3. Zdjęcie rodzinne

Ostatnim oficjalnym punktem programu była prezentacja nowopowstałej strony internetowej koła. Zarówno goście jak i członkowie koła z zainteresowaniem śledzili pokaz, który z tego, co mówiono podczas biesiady, wzbudził uznanie. Wszyscy bawiliśmy się doskonale. Były konkursy dla pań i naszych latorośli, prowadzone przez kolegę Andrzeja Romeckiego, tańce przy dźwiękach kapeli kol. Mariana Matczaka a gdy słońce już dobrze zaszło, śpiewy przy dźwiękach gitary.

Fot 4. Prezentacja strony internetowej. Fot 5. Hulanki i swawole /Kliknij aby powiększyć /.

Po tak wspaniałej imprezie szczęśliwi, że godnie uczciliśmy jubileusz, spokojnie możemy czekać na następny.

T.S.

PUCHAR ZNOWU DLA "LEŚNIKÓW"

12.07.2008r na strzelnicy "Nad Srebrną" w Wojcieszycach odbyła się V-ta edycja Sąsiedzkiego Turnieju Strzeleckiego Kół Łowieckich Knieja-Leśnik-Wilk. Organizatorem tegorocznej edycji było nasze Koło "Leśnik" w Kłodawie. W zawodach wzięło udział 21 zawodników z trzech Kół. Nasze koło reprezentowało ośmiu Członków. Atmosfera była jak zwykle wspaniała a rywalizacja zacięta, niemniej jednak wzorem lat minionych (nie licząc wypadku z ubiegłego roku) wznieśliśmy się na wyżyny kunsztu strzeleckiego i zwyciężyliśmy.
W zwycięskiej drużynie strzelali :

Trawiński Krzysztof - 300/350 pkt I miejsce w klasyfikacji indywidualnej
Lisek Błażej - 299/350 pkt II miejsce w klasyfikacji indywidualnej
Kurowiak Mirosław - 265/350 pkt
Kuźmiński Cezary - 234/350 pkt
Lewandowski Marek - 222/350 pkt
Kromulski Stefan - 203/350 pkt
Razem drużyna - 1523/2100 pkt

Puchar Fax-a "wystrzelał" nasz łowczy, Krzysztof Trawiński, po zaciętej walce z prezesem Koła "Wilk" Leszkiem Wawrzyniakiem.

Obszerna dokumentacja fotograficzna w galerii.

 


Do góry