Koło Łowieckie "LEŚNIK" w Kłodawie
AKTUALNOŚCI:

aktualności 2011-2013

aktualności 2010-2011 /na stronie/: aktualności 2008-2010

Szczęścia na nowej drodze

W sobotę 6 sierpnia 2011 roku w związek małżeński wstąpił nasz kolega Adam Trawiński. Zarząd Koła i wszyscy członkowie życzą nowożeńcom samych słonecznych dni oraz dużo cierpliwości i wyrozumiałości dla siebie nawzajem, tak aby łowiectwo dawało satysfakcję obojgu małżonkom.

Wszystkiego najlepszego i DARZ BÓR

Myślistwo i malarstwo to jego pasja

W poniedziałek 21 listopada 2010 roku zmarł nagle po ciężkim wylewie, którego doznał w trakcie nocnej zasiadki na dziki, nasz przyjaciel z Ankum, dr Reinhard Krüsselmann (u nas znany jako "Dentysta"). Urodził się w 1936 roku jako najstarszy syn dentysty Franza Krüsselmanna. Po uzyskaniu tytułu lekarza dentysty w Würzburgu w 1966 roku przejął praktykę swego ojca. Prowadził ją aż do emerytury, na którą przeszedł w 2000 roku. Był szefem grupy myśliwskiej, którą przez siedem kolejnych lat gościliśmy w naszym kole. Po przejściu na emeryturę poświęcił się swoim pasjom: myślistwu i malarstwu. Jego prace malarskie o tematyce łowieckiej i przyrodniczej były prezentowane na wielu wystawach. Rzeźba z brązu, którą zaprojektował, zatytułowana "Dobrzy Ankumerczycy" stoi przed ratuszem miejskim.

Rodzinie zmarłego oraz towarzyszom łowów i wszystkim, których zasmuciła jego śmierć, w imieniu myśliwych z Kłodawy składam szczere wyrazy współczucia.

Kłodawski Hubertus

To już szósty raz myśliwi z kół łowieckich dzierżawiący obwody łowieckie w zasięgu terytorialnym Nadleśnictwa Kłodawa spotkali się w tym samym miejscu w październikowe sobotnie popołudnie. Okazją ku temu był zbliżający się dzień Świętego Huberta, który tradycyjnie czczony jest tzw. Mszą Hubertowską. Podczas nabożeństwa odbyła się jeszcze jedna uroczystość łowiecka - poświęcenie sztandaru Koła Łowieckiego "Knieja Lubociesz". Uroczystości przewodniczył, obok proboszcza kłodawskiej parafii ks. Tadeusza Stachury, ks. kapelan myśliwych Przemysław Kasprzak a profesjonalną oprawę muzyczną jak co rok zapewnił zaprzyjaźniony zespół sygnalistów myśliwskich Absolwent.

Choć od kilku już lat mam przyjemność brać udział w organizacji i uczestniczyć w tym święcie, każdy rok przynosi nowe niezapomniane wrażenia. Przynajmniej na mnie największe wrażenie wywarły słowa naszego kapelana wygłoszone podczas homilii. Były to słowa leśnika z wykształcenia, myśliwego z zamiłowania i duchownego z powołania. Usłyszeliśmy oczywiście o legendzie św. Huberta, który, jak podają żywoty świętych, urodził się około roku 655 w zamożnej rodzinie na terenie dzisiejszej Belgii. Według legendy, jako młodzieniec i paź króla francuskiego Teodoryka, z upodobaniem oddawał się uciechom doczesnym, z których najbardziej ukochał łowy. Podobno w czasie jednej z wypraw łowieckich podczas szalonej gonitwy za zwierzem ukazał mu się biały jeleń ze świetlistym krzyżem w porożu. Jeleń przemówił do niego, by zostawił uciechy tego świata i oddał się na służbę Bożą. Tak też się stało. Po tym wydarzeniu Hubert wstąpił do stanu kapłańskiego i w końcu został biskupem.

/ Kliknij aby powiększyć /

I właśnie ta przemiana posłużyła jako pretekst, aby wezwać do przemiany wewnętrznej myśliwskich dusz. Dusz, które, jak udowadniał kapłan, wbrew opinii wielu ludzi istnieją . Tak, to prawda, że zabijamy zwierzęta, które są, jak mówił św. Franciszek z Asyżu, naszymi mniejszymi braćmi, ale przecież takie są podstawowe prawa przyrody a my jesteśmy jej częścią. Nieustannie drapieżnik zabija ofiarę. Następnie sam staje się czyjąś ofiarą. Życie i śmierć są ze sobą nierozerwalnie związane. Ale czyż nie ma bardziej humanitarnej śmierci niż śmierć w swoim naturalnym środowisku, z zaskoczenia, celnym strzałem w ułamku sekundy? Nie da się tego porównać z ubojem zwierząt gospodarskich, które rodzą się z wyrokiem śmierci po osiągnięciu określonej wagi. Jeśli ktoś uważa, że łowiectwo to barbarzyństwo, to powinien wyrzec się wędlin, schabowego czy kurczaka z rożna i chodzić w trampkach, a nie w butach ze skóry, bo to wszystko związane jest ze śmiercią jakiegoś zwierzęcia.

To prawda, że atmosfera niechęci do myśliwych jest coraz bardziej odczuwalna również z naszej winy. Człowiek wbrew temu, co mu się wydaje, coraz bardziej oddala się od natury i coraz trudniej mu zrozumieć jej prawa. A my myśliwi zamknęliśmy się w swoim świecie i pozwalamy szerzyć się swobodnie mitom na nasz temat, zamiast cierpliwie tłumaczyć, na czym polega łowiectwo. Przecież wiadomo, że wszelkie antagonizmy powstają z niewiedzy i niezrozumienia. Dlatego mam szczerą nadzieję, że ta uroczystość z całym swym duchowym bogactwem choć w jednym sercu zasiała ziarno sympatii dla myśliwych.

"Złoty Dzik wyłonił się z mgieł niczym Wenus z morskiej piany"

Imprezę "Złoty Dzik 2010" koledzy z zarządu zaplanowali na 21 sierpnia. Po ustaleniu tego terminu zadzwonił do mnie Mirosław Hlebik i powiedział ze smutkiem w głosie: "Muszę wypełnić obowiązki rodzinne. Przyjacielu, zastąp mnie w przygotowaniu śniadania niedzielnego". Odpowiedziałem: "Mireczku, nie ma sprawy".

A tak naprawdę "Złoty Dzik 2010" zaczął się dla mnie o wiele wcześniej, bo namawiałem zarząd, by pozwolił mi zastosować karty stanowiskowe wg mojego pomysłu. Udało się. Wielu moich kolegów planowało swoje sprawy pod kątem tego polowania (np. Marcin wrócił z dalekich krajów), ale nie wszystkim się udało. Któryś z kolegów zachorował a prezesa porwał wir nowych obowiązków. Samo życie.

My wszyscy uczestnicy tego polowania i ci, którzy nie mogli przybyć, wiemy, że takie polowanie jest raz w roku. Jest to polowanie pełne marzeń o "Złotym Dziku". Jak tylko łowczy wystawił statuetkę dzika, zaczęliśmy się przekomarzać. Każdy chciał ją zdobyć.

Na zdjęciu od lewej koledzy: Krzysztof Trawiński, Bronisław Safarewicz, Marek Jankowski, Błażej Lisek, Hubert Zygmunt, Marek Lewandowski, Zbigniew, Bachmiński, Stefan Kromulski, Witold Marciniak, Andrzej Kościelniak, Roman Romaniszyn, Daniel Popowski, Mirosław Michalski, Jerzy Lisek, Tina-pies Adama, Adam Trawiński.

Łowczy przykazawszy, by oręż dzika był dla nas najwyższym wskazaniem, rozlosował ambony i tyle nas było widać na Smolarkach. Nasz domek myśliwski opustoszał aż do rana, kiedy we władanie przejęły go nasze panie: Ala, Danuta, Agnieszka. Zwierz w kniei osnutej mgłą wyłaniał się niczym bogini Wenus z piany morskiej, o której czytałem w młodości. Co przez noc się w kniei działo, widać było na porannym pokocie.

Dzik, co pierwszy się na jedlinie ułożył, miał ze dwa cetnary1 . Pozyskał go Krzysztof Trawiński. Kolejne dziki to łaciaty rudzielec strzelony w parze z lisem przez Marcina Skrzypczaka i dublet Cezarego Kuźmińskiego-dwa piękne odyńczyki. No i na koniec dziczek kolegi Zbigniewa Trawińskiego. I ten zestaw widać na pokocie, ale to nie miał być jeszcze koniec, ponieważ kol. Zbyszek Bachmiński sygnalizował postrzałka.

Statuetka "Złotego Dzika" przypadła Łowczemu Krzysztofowi. Gratulacje kolegom, którzy tak piękny pokot ułożyli, nie miały końca. Łowczy zaprosił łowców na jajecznicę do sali kominkowej. Tam nasze panie stoły obficie nakryły, serwując potrawy śniadaniowe w wielkiej obfitości. Takie śniadanie niedzielne jest raz w roku. Wódka Dębowa przegryzana kiełbaską z dzika, co spod ręki kol. Bronka wyszła, powoli kończyła śniadanie. Zwierz do skupu został odstawiony. No i koniec naszego "Złotego Dzika".

Tylko kol. Zbyszek Bachmiński, wziąwszy do pomocy Adama Trawińskiego z psem Tiną, ruszył szukać postrzałka. Tina ogonkiem zamerdała no i dzika w szuwarach zgłosiła. Za to z wdzięczności buzi w nosek od Zbyszka dostała. I był to szósty dzik pozyskany tej nocy.

Taki cytat znalazłem.

"Zwierzyna w porządku myśliwych rozróznia się na wielką i małą: stąd i polowanie rozrózniają na wielkie i małe, czyli łowy i polowanie. Do łowów liczą zwierzynę grubą jako to: żubr, łoś, jeleń, sarna, daniel, dzik; z drapieżnych: niedźwiedź, wilk, ryś; z ptastwa: łabędź, drop, żuraw, głuszec, bażant, cietrzew, jarząbek, czapla; z drapieżnych: orły, sokoły, jastrzębie, a to z powodu, że te w pomoc do łowów bywają używane. Do polowania należą: Zając, bóbr, wiewiórka, lis, borsuk, wydra, kuna, tchórz; z ptastwa: słomka, kuropatwa, gęś dzika, kaczka dzika, kurka wodna, bekasy, gołębie dzikie, przepiórki, i t. p. mniejsze przelotne ptastwo."
"Sylwan" Zbiór Nauk Leśnych i Łowieckich. tom dwudziesty str. 618 Warszawa 1844.

Smolarki sierpień 2010 tekst i fotografie Andrzej Romecki

1cetnar = 100 funtów = 40, 550 kg

Koniec kadencji - Początek kadencji

Bieżący rok jest w naszym kole, podobnie jak w większości kół łowieckich, rokiem wyborów nowych władz. Kończy się pięcioletnia kadencja i czas rozliczyć się przed walnym zgromadzeniem z sukcesów i porażek. Zarząd Koła Łowieckiego "Leśnik" w Kłodawie zakończył swoją działalność na zebraniu w dniu 25 kwietnia 2010 roku. Składając sprawozdanie z działalności, za życzliwość i pomoc w kierowaniu kołem wszystkim kolegom dziękował w imieniu zarządu prezes Tadeusz Szyszko. Spośród wielu danych statystycznych przytoczonych w sprawozdaniu na uwagę zasługują zmiany stanu liczebnego koła. Na początku kadencji zarządu koło stanowiło 44 kolegów i 1 koleżanka, natomiast na jej końcu było nas łącznie 38 chłopa. Głównym powodem zmniejszenia stanu liczebnego były przyczyny naturalne, czyli "odejście do krainy wiecznych łowów". Kilkoro z koleżanek i kolegów postanowiło przyjąć status członka niezrzeszonego. Na brak zainteresowania członkowstwem w naszym Kole jednak nie możemy narzekać, bo jeden z naszych stażystów ukończył już staż i zmaga się dzielnie z komisjami egzaminacyjnymi a kolejnych trzech jest w trakcie stażu.

W wyniku głosowania ustępujący zarząd otrzymał absolutorium i w niezmienionym składzie został wybrany na kolejną kadencję.

W imieniu starego - nowego zarządu dziękuję członkom koła za zaufanie i zapewniam dołożyć wszelkich starań, aby go nie zawieść.

Darz Bór

Prezes Koła Tadeusz Szyszko

Co im powiedział las

W 2010 roku, roku V edycji Konkursu Przyrodniczo-Łowieckiego o Nagrodę im. Włodzimierza Korsaka, pod nasze skrzydła trafiła grupa uczniów z Gimnazjum nr 6 w Gorzowie Wlkp.. Uczniowie: Filip Aniśkiewicz, Kamila Dyrkacz, Sandra Duda, Tomasz Gołębiowski, Amanda Kicman, Aleksandra Kowalczykowska, Mateusz Kłus, Paweł Rega, Mateusz Rożewski pod opieką Pani Aliny Józefowicz nawiedzali nasze Smolarki, zgłębiając wiedzę łowiecką. Po pierwszej wizycie i odpowiadaniu na dziesiątki pytań moje zasoby wiedzy się wyczerpały i na kolejne spotkanie wezwałem do pomocy kol. Prezesa, by ratował mą skórę myśliwego i ukrył przed światem, że jeszcze nie wszystko wiem.

/ Kliknij aby powiększyć /

Kol. Tadeusz na kolejnych spotkaniach wyjaśniał zawiłości hodowli, etyki, a już opowiadanie o muzyce łowieckiej i jej historii było majstersztykiem narracji. Prezes snuł opowieści o łowiectwie a nasi goście odkrywali świat przyrody, słuchali o szacunku, jakim my, myśliwi darzymy las, zwierzynę, naszych przodków. Intencją Prezesa było, by czas, jaki uczniowie spędzą na Smolarkach, był początkiem ich przygody z przyrodą . Nauczyli się wielu nowych słów takich jak wataha , rudel, dowiedzieli się, co to jest ciąg słonki i że śpiewając "kukułeczka kuka" winni pamiętać, że to pan kukułek kuka. Także moje opowiadania o złomie i posokowcach bawarskich, choć nie było tak barwne jak prezesa, też się młodzieży podobały. Nie tylko przekazywaliśmy uczniom wiedzę. Paliliśmy w kominku szczapy sosnowe i bukowe, piliśmy herbatkę. Z wysokiej sosny wilga się temu przyglądała i co raz na nas gwizdała.

Odwiedzający nas uczniowie z Gimnazjum nr 6 to wspaniała młodzież, pracowita, spokojna. Ich trud został doceniony przez naszych kolegów z Okręgowej Rady Łowieckiej - Komisji Promocji Łowiectwa w Gorzowie Wlkp., którzy przyznali im V miejsce w tym konkursie. Szkoła otrzymała puchar przewodniczącej Komisji Promocji Łowiectwa Okręgowej Rady Łowieckiej Polskiego Związku Łowieckiego w Gorzowie Wlkp.

Serdecznie im tego sukcesu gratulujemy.

Jakkolwiek potoczy się ich życie i nawet jak zapomną co to kita i kwiat, będą pamiętać łagodny poranek spędzony w domku myśliwskim, zapch ziół leśnych niesiony przez córki Eola od alei lipowej, głos wilgi, psa myśliwskiego wylegującego się w cieniu – czar lasu. I ja w ten poranek na Smolarkach byłem, a że kiedyś tę aleję lipową co to ją kol. Szyszko wymyślił z kolegami myśliwymi sadziłem, to i o niej wspomniałem.

Andrzej Romecki

Sasiedzki Turniej Strzelecki 2010

W dniu 15.05.2010 na strzelnicy myśliwskiej "Nad Srebrną" w Wojcieszycach rozegrano coroczny "Sąsiedzki Turniej Strzelecki". Tym razem patronat nad zawodami objęła Pani Anna Mołodciak Wójta Gminy Kłodawa . Impreza finansowana była z funduszy unijnych jako integralna część "Kłodawskiej Majówki". Głównym organizatorem zawodów było Koło Łowieckie Wilk, sponsorem Pucharów Urząd Gminy Kłodawa a biesiadę po strzelaniu sponsorowało Koło Łowieckie "Knieja-Lubociesz". Tym razem w szranki stanęły cztery sąsiednie Koła Łowieckie: "Knieja-Lubociesz", "Wilk", "Leśnik" i po raz pierwszy "Orzeł" . Łącznie startowało 26 strzelców. Zwyciężyli koledzy z Wilka z wynikiem 1275 pkt/1860pkt. Drugie miejsce zajęła nasza drużyna w składzie Trawiński Krzysztof (254/310), Marek Lewandowski (219/310), Mirosław Kurowiak (212/310), Błażej Lisek (207/310), Marek Jankowski (187/310) i Mirek Michalski (140/310) zdobywając łącznie 1219 pkt/1860pkt. Trzecie miejsce zdobyli koledzy z "Orła" z wynikiem 1137/1860. Stawkę zamknęli tradycyjnie koledzy z "Knieji-Lubociesz" z wynikiem 880/1860. Na koniec oczywiście rozegrano tak zwany "Puchar Faxa" (lub jak ktoś woli "Puchar o Faxa"), który w tym roku trafił do moich rąk.

Krzysztof Trawiński

 

 

Z żalem zawiadamiamy, że 26 marca 2010 r. odszedł do "krainy wiecznych łowów" nasz kolega

Kazimierz Walewacz





Niech go "najwyższy łowczy" prowadzi na wieczne łowy.
Członkowie Koła Łowieckiego "Leśnik" składają rodzinie najszczersze wyrazy współczucia.



Polowanie Noworoczne 02.01.2010




"Tey się trąby głos niesie na strony rozliczne,
Podawaiąc od siebie ony głosy sliczne."



"Na herb trzy Trąby" - Trzy trąby czarne myśliwskie.



Mikołaj Rej



 

Mroźny poranek 2 stycznia. Jeszcze sylwestrowy szampan mienił się złoty a już w Smolarkach trzy rogi zagrały, zwołując brać myśliwską na pierwsze polowanie w 2010 r. Tak, tak, koledzy, trzy rogi sygnał na zbiórkę zagrały. To koledzy Wojciech Ćwiejkowski, Adam Trawiński i Tadeusz Szyszko.

W ten mroźny poranek siedemnastu myśliwych wysłuchało głosu rogów. Polowanie poprowadził prezes Tadeusz Szyszko, jak zwykle sprawnie wyznaczając stanowiska myśliwych w kolejnych miotach. Miot pierwszy w 2010 roku przyniósł złom kolegom Krzysztofowi i Tadeuszowi. Na moje ucho Krzysztof pierwszy oddał strzał noworoczny. Św. Hubert drzemiący pod ośnieżoną sosną a zbudzony z zimowej drzemki cudowną muzyką, podesłał Wojciechowi w kolejnym miocie przelatka przedniego. A nasz gość bardzo zadowolony z łaskawości Św. Huberta już szykował dla nas niespodziankę muzyczną. Do śniadania królewski złom pojawił się przy kapeluszu Bronka. A na śniadanie czary mary, Emil – gość, nasz były stażysta, uwarzył grochówki kocioł ogromny. Ponoć Tadeusz mu pomagał, ale szczegółów nie znam. Grochówka była dobra, nawet bardzo dobra. Do ostatniego sygnału głoszącego koniec ostatniego miotu kibicowaliśmy Bronkowi licząc po cichu, że płowy zwierz wyjdzie na któregoś z nas.

Od lewej koledzy: Jerzy Lisek, Adam Trawiński, Jan Świderski, Roman Romaniszyn, Mirosław Michalski, Zbigniew Bachmiński, Cezary Kuźmiński, Hubert Zygmunt, Marek Lewandowski, Grzegorz Jabłoński, Krzysztof Trawiński, Emil Wiśniewski, Wojciech Ćwiejkowski, Błażej Lisek, poza kadrem pozostali koledzy, którzy asystowali Tadeuszowi Szyszko a byli to Robert Kurowiak, Mirosław Kurowiak, Mirosław Hlebik, Bronisław Safarewicz, Zbigniew Trawiński, Andrzej Urban, Robert Cimander, Marcin Zygmunt i jego trzej naganiacze. No i ja, Andrzej Romecki.

Bronek, u którego na poczesnym miejscu wiele medali króla polowania ( albo pudlarzy- już nie pamiętam) się mieni, spokojnie wypatrywał okazji, by ponownie pokazać, że jest strzelcem doskonałym. Ale św. Hubert powiedział dość.

W końcu pokot. Wśród czterech ognisk trzy rogi odegrały sygnały tak miłe dla ucha i serca. Medal króla polowania odebrał Bronek a Wojciech Ćwiejkowski medal vice-króla, jak na honorowego gościa przystało. Tadeusz ogłosił koniec polowania i zaprosił na miot biesiadny. Mirek Hlebik wyczarował smalczyk domowej roboty i kiełbaskę na gorąco. Koledzy dyskretnie dostawiali półmiski z kiełbasami własnej roboty. Czegóż tam nie było: kiełbasa z dzika wędzona drewnem śliwkowym, kiełbasa z jelenia wg tajemnego przepisu i wiele innych kiełbas o smakach doskonałych i kolorach szlachetnych. Po zaspokojeniu głodu nastał czas opowieści, wspominek. Ktoś zaintonował "Pojedziemy na łów" i rozśpiewały się Smolarki. Tadeusz wydobył śpiewniki, w których same pieśni łowieckie i leśników. Jak żeśmy się naśpiewali, to Tadeusz, Adam i Wojciech dali koncert na rogach. Biesiadny miot zakończyło solo Wojciecha.

Smolarki styczeń 2010
Andrzej Romecki

Post scriptum

 

My śpiewaliśmy to tak:


My śpiewaliśmy to tak
Pojedziemy na łów, na łów,
towarzyszu mój,
Pojedziemy na łów, na łów,
towarzyszu mój!

Na łów, na łów, na łowy
Do zielonej dąbrowy,
towarzyszu mój,
Na łów, na łów, na łowy
Do zielonej dąbrowy,
towarzyszu mój.

Aż tam biegnie zając, zając,
towarzyszu mój.
Aż tam biegnie zając, zając,
towarzyszu mój.

Puszczaj charty ze smyczą,
Niech zająca uchwycą,
towarzyszu mój!
Puszczaj charty ze smyczą,
Niech zająca uchwycą,
towarzyszu mój!

Aż tam biegnie sarna, sarna,
towarzyszu mój.
Aż tam biegnie sarna, sarna,
towarzyszu mój.

Puszczaj charty ze smyczą,
Niechaj sarnę uchwycą,
towarzyszu mój!
Puszczaj charty ze smyczą,
Niechaj sarnę uchwycą,
towarzyszu mój!

Aż tam biegnie sobol, sobol,
towarzyszu mój.
Aż tam biegnie sobol, sobol,
towarzyszu mój.

Puszczaj charty ze smyczą,
Niech sobola uchwycą,
towarzyszu mój!
Puszczaj charty ze smyczą,
Niech sobola uchwycą,
towarzyszu mój!

Aż tam biegnie panna, panna,
towarzyszu mój.
Aż tam biegnie panna, panna,
towarzyszu mój.

Puszczaj charty ze smyczą,
Niechaj pannę uchwycą,
towarzyszu mój!
Puszczaj charty ze smyczą,
Niechaj pannę uchwycą,
towarzyszu mój!

A teraz się dzielmy, dzielmy,
towarzyszu mój!
A teraz się dzielmy, dzielmy,
towarzyszu mój!

Tobie zając i sarna,
A mnie sobol i panna,
towarzyszu mój!
Tobie zając i sarna,
A mnie sobol i panna,
towarzyszu mój!







Do góry