Koło Łowieckie "LEŚNIK" w Kłodawie
AKTUALNOŚCI:

aktualności 2011-2013 /na stronie/:



Złota łania

W dniach 10-12 października 2014 r. odbyła się akcja „Polowanie Na Panie- kozy i łanie”. Realizację planu łowieckiego dla łań i kóz zaplanowano na początek sezonu ze względu na najlepsze wówczas warunki do polowania. Aby podnieść poziom rywalizacji akcję tę prowadzono równocześnie we wszystkich Kołach podlegających pod Nadleśnictwo Kłodawa. Wprowadzono następującą punktację:
-łania- 6 punktów
-koza- 2 punkty
Wyniki naszych starań zostały ogłoszone na wspólnej Mszy Hubertowskiej, która odbyła się w kościele w Kłodawie 18 października.
Wyniki:
Leśnik – 20
Wilk – 16
Sokół – 8
Orzeł – 4
Knieja – 0
W ramach tejże akcji 11. października o godzinie 16:30 w naszym Kole zorganizowane zostało duże polowanie indywidualne, w którym udział wzięło 14 myśliwych. W wyniku tego polowania pozyskano dwie kozy-ustrzelili je koledzy Z. Trawiński i M. Michalski. Po pokocie wszyscy koledzy zebrali się przy wspólnej kolacji. To byla pierwsza tego typu impreza, która- miejmy nadzieję- wpisze się na stałe do kalendarza imprez łowieckich naszego regionu.




Włodzimierz Korsak mieszka w Kłodawie


Po wielu latach najpierw tułaczki a później zapomnienia Włodzimierz Korsak, postać niezwykle ważna dla myśliwych i nie tylko, znalazł swoje stałe miejsce w Kłodawie. Mowa oczywiście o pamiątkach zebranych przez Lubuskie Muzeum i niegdyś eksponowanych na czasowych wystawach w różnych miejscach. Dzięki podziwu godnej konsekwencji ze strony kierownictwa Nadleśnictwa Kłodawa i owocnej współpracy z dyrekcją muzeum 25 kwietnia bieżącego roku przy Nadleśnictwie Kłodawa otwarto „Korsakówkę”. W zabytkowym budynku wozowni po kapitalnym remoncie zlokalizowano stałą ekspozycję poświęconą Włodzimierzowi Korsakowi. Jest ona jednocześnie izbą edukacji przyrodniczej dla dzieci i młodzieży. Biorąc pod uwagę, że Włodzimierz Korsak był jednym z prekursorów edukacji przyrodniczej, nie można było wyobrazić sobie bardziej odpowiedniego połączenia.

W „Korsakówce” możemy zobaczyć plansze przedstawiające życiorys i dorobek literacki Korsaka. Ściany zdobią również jego prace graficzne i malarskie. Specjalne gabloty eksponują zdjęcia i pamiątki a wśród nich słynną „bronkę”,czyli dryling kaliber 16/9,3.

Uroczystość otwarcia wystawy zgromadziła wielu miłośników Korsaka łącznie z jego wnukami i osobami, które miały szczęście go poznać osobiście. Jedną z takich osób,poza oczywiście naszym kolegą Hubertem Zygmuntem,okazał się poseł Jerzy Fedorowicz, którego wspomnienia dodały niezwykłego kolorytu imprezie.

W chwili obecnej wystawę można zwiedzać w godzinach pracy Nadleśnictwa oraz w innych dogodnych terminach po uprzednim umówieniu telefonicznym.

Myślę, że dzięki temu wydarzeniu Kłodawa zyskała znacznie na atrakcyjności a jej znaczenie kulturalne nigdy nie było tak duże.


Życzenia

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy, Zarząd Koła życzy wszystkim Koleżankom i Kolegom jak najwięcej zdrowia, spokoju oraz radości. Niech nadchodzące Święta będą niezapomnianym czasem, spędzonym bez pośpiechu, trosk i zmartwień wśród rodziny, przyjaciół oraz wszystkich bliskich osób.

28 "Puchar Prezesa"

Zawody strzeleckie „Puchar Prezesa” w naszym Kole odbyły się w tym roku po raz 28. Przynajmniej tak podaje nasz etatowy statystyk, Andrzej Romecki. Tym razem rozegrano je na strzelnicy myśliwskiej w gościnnym Międzychodzie. Choć to spora odległość od Kłodawy, zawsze miło nam się tam spędza czas ze względu na przyjacielską atmosferę, jaką tworzą jej gospodarze. Frekwencja nie była imponująca, bo zjawiło się 13 kolegów z koła, 4 gości i jeden stażysta. Odkąd zawody nie łączą się z obowiązkowym przystrzelaniem broni, liczba uczestników ustabilizowała się na tym dość niskim poziomie. Ubolewam nad tym, bo każdy strzał oddany na strzelnicy poprawia skuteczność na polowaniu. Jak ważny to problem, każdy z nas mógł się kiedyś przekonać, nie dochodząc postrzałka. Rozegrano wszystkie 6 konkurencji, w tym krąg myśliwski nieobowiązkowo. Jak zwykle goście oraz posiadacze klasy mistrzowskiej startowali w klasie otwartej, strzelając pełnych 6 konkurencji. Rekordów punktowych nie było, ale i nie oto właściwie chodziło. Wszyscy bezpiecznie i dobrze się bawili przy pięknej słonecznej pogodzie. Zdobywcą Pucharu Prezesa został po raz kolejny Marek Lewandowski, natomiast w klasie otwartej konkurencję zdystansował Krzysztof Trawiński.

Za dobrą organizację i miłą atmosferę należą się podziękowania łowczemu Krzysztofowi Trawińskiemu, komisji sędziowskiej i gospodarzom strzelnicy z Krzysztofem Morawiakiem na czele.




Złoty Dzik na 10-tkę

Dziesiąta edycja imprezy „Złoty Dzik” w „Leśniku” odbyła się podczas sierpniowej pełni z 23 na 24. Zaczęliśmy jak zwykle wieczorną odprawą i losowaniem ambon. Niezadowoleni z losowania skorzystali z giełdy wymiennej. Jak się niebawem okazało, czasami pozornie niekorzystny los może przynieść wielki sukces, bo dzicze ścieżki są często nieodgadnione. Osiemnastu myśliwych zajęło stanowiska na ambonach wzdłuż granicy polno-leśnej obwodu, by dzięki łaskawości św. Huberta zdobyć „złotego” odyńca. Pięknie wykoszone ścierniska złociły się przez całą księżycową, nieco chłodną już noc. Przynajmniej w moim przypadku na nudę nie można było narzekać. Przez całą noc zaobserwowałem 9 dzików, 19 jeleni, kilka lisów, saren i nawet jednego zająca. No i z pustymi rękami nie wracałem, bo zgrabnym przelatkiem bór mi darzył.

Poranny pokot okazał się godny 10-go jubileuszu. Padło 10 pięknych dzików i jeden mykita. Najcenniejsze trofeum zdobył łowczy Krzysztof Trawiński z pozornie mało atrakcyjnej, niechcianej ambony przy zaoranym polu. Co ciekawe był to pierwszy dzik tego wieczora, który dał na siebie czekać tylko kilkanaście minut. Za największego przegranego tej nocy uznać można Kolegę Huberta, który wymienił szczęśliwą ambonę na inną. Najwięcej emocji czarny zwierz dostarczył Adamowi Trawińskiemu, który aż trzykrotnie zatykał za otok swego kapelusza złom.

Trzeba będzie podczas tegorocznej Mszy Hubertowskiej szczerze patronowi dziękować za te dary godne podwójnego jubileuszu 10-tej edycji Złotego Dzika i 60-lecia naszego Koła.

Tadeusz Szyszko



60-lecie powstania Koła Łowieckiego LEŚNIK w Kłodawie

13 lipca 2013 roku KŁ "Leśnik" obchodziło 60-lecie swojego istnienia.

Piękna uroczystość, współfinansowana ze środków unijnych, złożona z dwóch części- pierwszej, bardzo podniosłej, podczas której nastąpiło nadanie sztandaru, a także odznaczenie naszego Koła najwyższym oznaczeniem łowieckim 'Złom" oraz drugiej, biesiadno- tanecznej, odbyła się w siedzibie Koła w Smolarkach. Uroczyste obchody naszego Jubileuszu zgromadziły członków Koła wraz z osobami towarzyszącymi oraz licznie zaproszonych Gości : wicewojewodę lubuskiego p. Jana Świrepo, wójta gminy Kłodawa p. Annę Mołodciak; przedstawicieli Zarządu Okręgowego PZŁ w Gorzowie Wlkp., Administracji Lasów Państwowych, Kolegów z zaprzyjaźnionych kół łowieckich: "Knieja" Lubociesz, "Wilk" Gorzów Wlkp oraz "Sokół" Gorzów Wlkp., a także myśliwych z partnerskiej gminy Seelow Land.

Uroczystość została uświetniona występem zespołu sygnalistów myśliwskich "Gorzowska Knieja"

W trakcie obchodów wszyscy uczestnicy mieli możliwość obejrzeć starannie na ten dzień przygotowaną wystawę trofeów, zdjęć i literatury myśliwskiej, a także akcesoriów łowieckich, w tym ciekawych noży myśliwskich z kolekcji kol. Jana Świderskiego oraz noży ręcznie wyrabianych przez kol. Dawida Markowskiego (do obejrzenia na stronie: www.rochcustomknives.com). W sali wystawowej wyłożona została dwutomowa Kronika naszego Koła, będąca ciekawą lekturą dla wszystkich osób związanych z "Leśnikiem" i z łowiectwem w ogóle. Obok Kroniki rozłożono Księgę Pamiątkową, by uczestnicy naszych obchodów mogli podzielić się swoimi refleksjami i zwyczajnie- złożyć życzenia.
Życzymy sobie nawzajem kolejnych wielu lat realizowania pasji, która 60 lat temu połączyła założycieli naszego Koła i która- dzięki następnym pokoleniom wstępującym w poczet KŁ "Leśnik"- ma szansę przetrwać, by być dzielona przez tych, którzy przyjdą po nas.

i gdy człowiek wejdzie w las, to nie wie,
czy ma lat pięćdziesiąt, czy dziewięć,
patrzy w las jak w śmieszny rysunek
i przeciera oślepłe oczy,
dzwonek leśny poznaje, ćmę płoszy
i na serce kładzie mech jak opatrunek.

(K.I. Gałczyński, Kronika olsztyńska)


Projekt współfinansowany jest ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Współpracy Transgranicznej Polska (Województwo Lubuskie) – Brandenburgia 2007-2013, Fundusz Małych Projektów i Projekty Sieciowe Euroregionu Pro Europa Viadrina oraz budżetu państwa „Pokonywać granice poprzez wspólne inwestowanie w przyszłość” „Grenzen überwinden durch gemeinsame Investition in die Zukunft”





60 LAT - PIĘKNY JUBILEUSZ

Można śmiało powiedzieć że nasze koło powstało z łowieckiej pasji kłodawskich leśników. Zanim w listopadzie 1952 roku pracownicy Nadleśnictwa Lipy i Kłodawa postanowili zawiązać koło, już polowali najczęściej z bronią służbową do której wówczas byli uprawnieni .

Na zebraniu założycielskim wybrano pierwszy Zarząd Koła oraz ustalono nazwę. Nazwa mogła być tylko jedna . Skoro w kole byli tylko leśnicy to oczywista była nazwa „Leśnik”. Pierwszy zarząd Koła:

1. Prezes - Marian Zygmunt (leśniczy Leśnictwa Mszaniec)
2. Łowczy - Adam Gulgowski (zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Lipy)
3. Sekretarz - Jan Stępień (sekretarz Nadleśnictwa Kłodawa)
4. Skarbnik - Bazyli Szołmicki (kasjer Nadleśnictwa Lipy)

Na zarządzie spoczął obowiązek zarejestrowania Koła oraz wydzierżawienia obwodu łowieckiego, który wówczas nosił numer 17 i leżał na terenie administracyjnym Nadleśnictw Kłodawa i Lipy. Oficjalnie koło rozpoczęło działalność z dniem l stycznia 1953 r. ale do podpisania umowy dzierżawy obwodu w Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Zielonej Górze doszło dopiero w maju 1953 r. Wydzierżawiony teren łowiecki w części leśnej oceniano jako dobry, ponieważ obfitował w zwierzynę grubą. Dużo gorzej ze zwierzyną było natomiast na polach. Zwierzyna drobna po latach wojny znajdowała się w znacznym regresie.

W 1958 r. w wyniku nowego podziału obwód łowiecki nr. 17 podzielono na dwa mniejsze . Północny leżący na terenie Nadleśnictwa Lipy i południowy w granicach Nadleśnictwa Kłodawa. Mimo istnienia Koła Łowieckiego w naturalny sposób ośrodkami skupiającymi myśliwych były nadleśnictwa. Tam istniał jakikolwiek transport i zaplecze techniczne. Dlatego w 1964 roku nasi myśliwi związani z Nadleśnictwem Lipy utworzyli nowe Koło pod nazwą „Knieja" Lubociesz z obwodem leżącym w granicach Nadleśnictwa . Od tamtej pory „Leśnik” niezmiennie gospodaruje w tym samym łowisku mimo drobnych korekt przebiegu granic. Zmieniały się jedynie numer obwodu z 53 (od 1958r.) na 23 (od 2008r.). Po podziale Koła wybrano nowy zarząd w składzie:

1. Janusz Konieczny – prezes (leśniczy Leśnictwa Mironice)
2. Marian Zygmunt – łowczy (leśniczy Leśnictwa Mszaniec)
3. Stępień – sekretarz (sekretarz Nadleśnictwa Kłodawa)
4. Władysław Oszust Jan – skarbnik (kasjer Nadleśnictwa Kłodawa)

Od lewej stoją Koledzy Jan Stępień, Jan Świderski, Jerzy Roganowski, Józef Graczyk, Gerhard Maciantowicz, Andrzej Białowąs (syn nadleśniczego), Henryk Plichta, Zygmunt Banaś, Władysław Żołądziejewski, Władysław Oszust, Hubert Zygmunt, Jerzy Żołądziejewski. Na pierwszym planie: Henryk Nadolny, Aleksander Gościński, Jan Białowąs i Zygmunt Wawrzyniak.

Jak widać ze spisu członków Koła w latach 60-tych wśród nas byli już nie tylko leśnicy ale i nieliczni co prawda przedstawiciele innych profesji. Z biegiem czasu do Koła „Leśnik” wstępowali synowie jego założyciele i myśliwi niezwiązani z administracją leśną, systematycznie powiększając grono aż do stanu sięgającego 46 osób w 2006 roku. Dzisiaj w naszym kole pozostało już tylko 3 pracowników służby leśnej, jednak dzięki nazwie koła wszyscy czują się „leśnikami”.
W pierwszych latach istnienia koło było ściśle związane z Nadleśnictwem Kłodawa. W budynku Nadleśnictwa odbywały się zebrania zarządu i przechowywana była dokumentacja. Po pewnym czasie dzięki związkom z Nadleśnictwem Koło zaczęło wykorzystywać nieruchomość położoną w osadzie leśnej Smolarki . Był to budynek z muru pruskiego, pozostałość po śródleśnym tartaku, który po adaptacji stał się siedzibą Koła.

Szczególną osobą , która polowała w naszym kole i miała dla jego historii duże znaczenie, był znany przyrodnik, artysta, literat i myśliwy Włodzimierz Korsak. Pan Włodzimierz nie był członkiem naszego koła, ale w latach sześćdziesiątych za sprawą jednego z założycieli koła często gościł w leśniczówce Mszaniec. Jako 80-letni staruszek polował na rogacze, słonki i kaczki. W Mszańcu również kończył swoją ostatnią książkę pod tytułem „Las mi powiedział”.

Za zasługi dla łowiectwa Koło Łowieckie Leśnik w Kłodawie odznaczone zostało w 2003 roku Złotym Medalem Zasługi Łowieckiej.

W bieżącym roku Koło obchodzi 60-tą rocznicę powstania i z tej okazji 13 lipca zostanie mu nadany sztandar oraz najwyższe odznaczenie łowieckie ZŁOM.

Z okazji jubileuszu składam wszystkim kolegom obecnym i tym, którzy kiedykolwiek byli członkami Koła, jak również naszym licznym sympatykom, serdeczne podziękowania i życzenia wszelkiej pomyślności.

Prezes Koła
Tadeusz Szyszko

Życzenia

Z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy, Zarząd Koła życzy wszystkim Koleżankom i Kolegom jak najwięcej zdrowia, spokoju oraz radości. Niech nadchodzące Święta będą niezapomnianym czasem, spędzonym bez pośpiechu, trosk i zmartwień wśród rodziny, przyjaciół oraz wszystkich bliskich osób.

28 "Puchar Prezesa"

Zawody strzeleckie „Puchar Prezesa” w naszym Kole odbyły się w tym roku po raz 28. Przynajmniej tak podaje nasz etatowy statystyk, Andrzej Romecki. Tym razem rozegrano je na strzelnicy myśliwskiej w gościnnym Międzychodzie. Choć to spora odległość od Kłodawy, zawsze miło nam się tam spędza czas ze względu na przyjacielską atmosferę, jaką tworzą jej gospodarze. Frekwencja nie była imponująca, bo zjawiło się 13 kolegów z koła, 4 gości i jeden stażysta. Odkąd zawody nie łączą się z obowiązkowym przystrzelaniem broni, liczba uczestników ustabilizowała się na tym dość niskim poziomie. Ubolewam nad tym, bo każdy strzał oddany na strzelnicy poprawia skuteczność na polowaniu. Jak ważny to problem, każdy z nas mógł się kiedyś przekonać, nie dochodząc postrzałka. Rozegrano wszystkie 6 konkurencji, w tym krąg myśliwski nieobowiązkowo. Jak zwykle goście oraz posiadacze klasy mistrzowskiej startowali w klasie otwartej, strzelając pełnych 6 konkurencji. Rekordów punktowych nie było, ale i nie oto właściwie chodziło. Wszyscy bezpiecznie i dobrze się bawili przy pięknej słonecznej pogodzie. Zdobywcą Pucharu Prezesa został po raz kolejny Marek Lewandowski, natomiast w klasie otwartej konkurencję zdystansował Krzysztof Trawiński.

Za dobrą organizację i miłą atmosferę należą się podziękowania łowczemu Krzysztofowi Trawińskiemu, komisji sędziowskiej i gospodarzom strzelnicy z Krzysztofem Morawiakiem na czele.




Złoty Dzik na 10-tkę

Dziesiąta edycja imprezy „Złoty Dzik” w „Leśniku” odbyła się podczas sierpniowej pełni z 23 na 24. Zaczęliśmy jak zwykle wieczorną odprawą i losowaniem ambon. Niezadowoleni z losowania skorzystali z giełdy wymiennej. Jak się niebawem okazało, czasami pozornie niekorzystny los może przynieść wielki sukces, bo dzicze ścieżki są często nieodgadnione. Osiemnastu myśliwych zajęło stanowiska na ambonach wzdłuż granicy polno-leśnej obwodu, by dzięki łaskawości św. Huberta zdobyć „złotego” odyńca. Pięknie wykoszone ścierniska złociły się przez całą księżycową, nieco chłodną już noc. Przynajmniej w moim przypadku na nudę nie można było narzekać. Przez całą noc zaobserwowałem 9 dzików, 19 jeleni, kilka lisów, saren i nawet jednego zająca. No i z pustymi rękami nie wracałem, bo zgrabnym przelatkiem bór mi darzył.

Poranny pokot okazał się godny 10-go jubileuszu. Padło 10 pięknych dzików i jeden mykita. Najcenniejsze trofeum zdobył łowczy Krzysztof Trawiński z pozornie mało atrakcyjnej, niechcianej ambony przy zaoranym polu. Co ciekawe był to pierwszy dzik tego wieczora, który dał na siebie czekać tylko kilkanaście minut. Za największego przegranego tej nocy uznać można Kolegę Huberta, który wymienił szczęśliwą ambonę na inną. Najwięcej emocji czarny zwierz dostarczył Adamowi Trawińskiemu, który aż trzykrotnie zatykał za otok swego kapelusza złom.

Trzeba będzie podczas tegorocznej Mszy Hubertowskiej szczerze patronowi dziękować za te dary godne podwójnego jubileuszu 10-tej edycji Złotego Dzika i 60-lecia naszego Koła.

Tadeusz Szyszko



60-lecie powstania Koła Łowieckiego LEŚNIK w Kłodawie

13 lipca 2013 roku KŁ "Leśnik" obchodziło 60-lecie swojego istnienia.

Piękna uroczystość, współfinansowana ze środków unijnych, złożona z dwóch części- pierwszej, bardzo podniosłej, podczas której nastąpiło nadanie sztandaru, a także odznaczenie naszego Koła najwyższym oznaczeniem łowieckim 'Złom" oraz drugiej, biesiadno- tanecznej, odbyła się w siedzibie Koła w Smolarkach. Uroczyste obchody naszego Jubileuszu zgromadziły członków Koła wraz z osobami towarzyszącymi oraz licznie zaproszonych Gości : wicewojewodę lubuskiego p. Jana Świrepo, wójta gminy Kłodawa p. Annę Mołodciak; przedstawicieli Zarządu Okręgowego PZŁ w Gorzowie Wlkp., Administracji Lasów Państwowych, Kolegów z zaprzyjaźnionych kół łowieckich: "Knieja" Lubociesz, "Wilk" Gorzów Wlkp oraz "Sokół" Gorzów Wlkp., a także myśliwych z partnerskiej gminy Seelow Land.

Uroczystość została uświetniona występem zespołu sygnalistów myśliwskich "Gorzowska Knieja"

W trakcie obchodów wszyscy uczestnicy mieli możliwość obejrzeć starannie na ten dzień przygotowaną wystawę trofeów, zdjęć i literatury myśliwskiej, a także akcesoriów łowieckich, w tym ciekawych noży myśliwskich z kolekcji kol. Jana Świderskiego oraz noży ręcznie wyrabianych przez kol. Dawida Markowskiego (do obejrzenia na stronie: www.rochcustomknives.com). W sali wystawowej wyłożona została dwutomowa Kronika naszego Koła, będąca ciekawą lekturą dla wszystkich osób związanych z "Leśnikiem" i z łowiectwem w ogóle. Obok Kroniki rozłożono Księgę Pamiątkową, by uczestnicy naszych obchodów mogli podzielić się swoimi refleksjami i zwyczajnie- złożyć życzenia.
Życzymy sobie nawzajem kolejnych wielu lat realizowania pasji, która 60 lat temu połączyła założycieli naszego Koła i która- dzięki następnym pokoleniom wstępującym w poczet KŁ "Leśnik"- ma szansę przetrwać, by być dzielona przez tych, którzy przyjdą po nas.

i gdy człowiek wejdzie w las, to nie wie,
czy ma lat pięćdziesiąt, czy dziewięć,
patrzy w las jak w śmieszny rysunek
i przeciera oślepłe oczy,
dzwonek leśny poznaje, ćmę płoszy
i na serce kładzie mech jak opatrunek.

(K.I. Gałczyński, Kronika olsztyńska)


Projekt współfinansowany jest ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Współpracy Transgranicznej Polska (Województwo Lubuskie) – Brandenburgia 2007-2013, Fundusz Małych Projektów i Projekty Sieciowe Euroregionu Pro Europa Viadrina oraz budżetu państwa „Pokonywać granice poprzez wspólne inwestowanie w przyszłość” „Grenzen überwinden durch gemeinsame Investition in die Zukunft”





60 LAT - PIĘKNY JUBILEUSZ

Można śmiało powiedzieć że nasze koło powstało z łowieckiej pasji kłodawskich leśników. Zanim w listopadzie 1952 roku pracownicy Nadleśnictwa Lipy i Kłodawa postanowili zawiązać koło, już polowali najczęściej z bronią służbową do której wówczas byli uprawnieni .

Na zebraniu założycielskim wybrano pierwszy Zarząd Koła oraz ustalono nazwę. Nazwa mogła być tylko jedna . Skoro w kole byli tylko leśnicy to oczywista była nazwa „Leśnik”. Pierwszy zarząd Koła:

1. Prezes - Marian Zygmunt (leśniczy Leśnictwa Mszaniec)
2. Łowczy - Adam Gulgowski (zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Lipy)
3. Sekretarz - Jan Stępień (sekretarz Nadleśnictwa Kłodawa)
4. Skarbnik - Bazyli Szołmicki (kasjer Nadleśnictwa Lipy)

Na zarządzie spoczął obowiązek zarejestrowania Koła oraz wydzierżawienia obwodu łowieckiego, który wówczas nosił numer 17 i leżał na terenie administracyjnym Nadleśnictw Kłodawa i Lipy. Oficjalnie koło rozpoczęło działalność z dniem l stycznia 1953 r. ale do podpisania umowy dzierżawy obwodu w Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Zielonej Górze doszło dopiero w maju 1953 r. Wydzierżawiony teren łowiecki w części leśnej oceniano jako dobry, ponieważ obfitował w zwierzynę grubą. Dużo gorzej ze zwierzyną było natomiast na polach. Zwierzyna drobna po latach wojny znajdowała się w znacznym regresie.

W 1958 r. w wyniku nowego podziału obwód łowiecki nr. 17 podzielono na dwa mniejsze . Północny leżący na terenie Nadleśnictwa Lipy i południowy w granicach Nadleśnictwa Kłodawa. Mimo istnienia Koła Łowieckiego w naturalny sposób ośrodkami skupiającymi myśliwych były nadleśnictwa. Tam istniał jakikolwiek transport i zaplecze techniczne. Dlatego w 1964 roku nasi myśliwi związani z Nadleśnictwem Lipy utworzyli nowe Koło pod nazwą „Knieja" Lubociesz z obwodem leżącym w granicach Nadleśnictwa . Od tamtej pory „Leśnik” niezmiennie gospodaruje w tym samym łowisku mimo drobnych korekt przebiegu granic. Zmieniały się jedynie numer obwodu z 53 (od 1958r.) na 23 (od 2008r.). Po podziale Koła wybrano nowy zarząd w składzie:

1. Janusz Konieczny – prezes (leśniczy Leśnictwa Mironice)
2. Marian Zygmunt – łowczy (leśniczy Leśnictwa Mszaniec)
3. Stępień – sekretarz (sekretarz Nadleśnictwa Kłodawa)
4. Władysław Oszust Jan – skarbnik (kasjer Nadleśnictwa Kłodawa)

Od lewej stoją Koledzy Jan Stępień, Jan Świderski, Jerzy Roganowski, Józef Graczyk, Gerhard Maciantowicz, Andrzej Białowąs (syn nadleśniczego), Henryk Plichta, Zygmunt Banaś, Władysław Żołądziejewski, Władysław Oszust, Hubert Zygmunt, Jerzy Żołądziejewski. Na pierwszym planie: Henryk Nadolny, Aleksander Gościński, Jan Białowąs i Zygmunt Wawrzyniak.

Jak widać ze spisu członków Koła w latach 60-tych wśród nas byli już nie tylko leśnicy ale i nieliczni co prawda przedstawiciele innych profesji. Z biegiem czasu do Koła „Leśnik” wstępowali synowie jego założyciele i myśliwi niezwiązani z administracją leśną, systematycznie powiększając grono aż do stanu sięgającego 46 osób w 2006 roku. Dzisiaj w naszym kole pozostało już tylko 3 pracowników służby leśnej, jednak dzięki nazwie koła wszyscy czują się „leśnikami”.
W pierwszych latach istnienia koło było ściśle związane z Nadleśnictwem Kłodawa. W budynku Nadleśnictwa odbywały się zebrania zarządu i przechowywana była dokumentacja. Po pewnym czasie dzięki związkom z Nadleśnictwem Koło zaczęło wykorzystywać nieruchomość położoną w osadzie leśnej Smolarki . Był to budynek z muru pruskiego, pozostałość po śródleśnym tartaku, który po adaptacji stał się siedzibą Koła.

Szczególną osobą , która polowała w naszym kole i miała dla jego historii duże znaczenie, był znany przyrodnik, artysta, literat i myśliwy Włodzimierz Korsak. Pan Włodzimierz nie był członkiem naszego koła, ale w latach sześćdziesiątych za sprawą jednego z założycieli koła często gościł w leśniczówce Mszaniec. Jako 80-letni staruszek polował na rogacze, słonki i kaczki. W Mszańcu również kończył swoją ostatnią książkę pod tytułem „Las mi powiedział”.

Za zasługi dla łowiectwa Koło Łowieckie Leśnik w Kłodawie odznaczone zostało w 2003 roku Złotym Medalem Zasługi Łowieckiej.

W bieżącym roku Koło obchodzi 60-tą rocznicę powstania i z tej okazji 13 lipca zostanie mu nadany sztandar oraz najwyższe odznaczenie łowieckie ZŁOM.

Z okazji jubileuszu składam wszystkim kolegom obecnym i tym, którzy kiedykolwiek byli członkami Koła, jak również naszym licznym sympatykom, serdeczne podziękowania i życzenia wszelkiej pomyślności.

Prezes Koła
Tadeusz Szyszko

Nowy członek koła

Witam, nazywam się Dawid Markowski i od listopada 2012 jestem członkiem Koła Łowieckiego "Leśnik". Z wykształcenia i z doświadczenia jestem ichtiologiem. Po ukończeniu Rybołówstwa Dalekomorskiego na Akademii Rolniczej w Szczecinie wyjechałem do Szkocji, gdzie od ośmiu lat pracuję na farmie rybnej, zajmującej się wylęgiem i hodowlą halibuta atlantyckiego. Poza ichtiologią interesuję się oczywiście łowiectwem.
Przygodę z myślistwem rozpocząłem w Szkocji w 2011 roku, podejmując kurs "Deer Stalking, Level 1" w Barony College i następnie zdając odpowiedni egzamin, dający mi uprawnienia do ubiegania się o pozwolenie na broń. Pozwolenie to uzyskałem wiosną 2012 roku i od tej pory stawiam pierwsze kroki, jako myśliwy, polując w swoim rewirze w hrabstwie Argyll&Bute w zachodniej Szkocji. W Polsce podstawowe uprawnienia uzyskałem we wrześniu 2012 roku.

Z łowiectwem ściśle jest połączona inna moja pasja- projektowanie i wykonywanie noży myśliwskich. Wszystkie moje noże są w całości ręcznie robione z przeróżnych materiałów, takich jak poroże jelenia, renifera, rogi bawoła, barana, drewno, kora brzozy i wiele innych. Ostrza tych noży wykonane są ze stali węglowej, stali nierdzewnej i stali damaskańskiej. Do każdego noża z osobna szyję ze skóry pochwę z emblematem mojej nazwy firmowej RCK (Roch Custom Knives). Wszystkie moje noże można obejrzeć na stronie:

roch custom knives

Jako nowy członek Koła podjąłem się prowadzenia strony internetowej Koła Łowieckiego "Leśnik", dlatego jakiekolwiek informacje dotyczące aktualizacji strony proszę kierować na adres:

info@rochcustomknives.com

 



MSZA HUBERTOWSKA 2011

Msza / Kliknij aby powiększyć /

W piątek 25 listopada 2011 r. w Kościele Parafialnym w Kłodawie odbyła się coroczna msza ku czci św. Huberta zorganizowana przez Nadleśnictwo Kłodawa wspólnie z Kołami Łowieckimi "Leśnik", "Knieja-Lubociesz", "Orzeł", "Sokół" oraz "Wilk". Na uroczystość przybyli m.in. Starosta Gorzowski Józef Kruczkowski, Wójt Gminy Kłodawa Anna Mołodciak, okręgowe władze łowieckie .: Marian Marciniak, Stanisław Koleśnik, Mieczysław Protasowicki oraz leśnicy i myśliwi z rodzinami. Mszę św. w intencji leśników, myśliwych i ich rodzin odprawił ks. Marek Orpel. W uroczystości uczestniczyły poczty sztandarowe kół łowieckich, zaś oprawę muzyczną zapewnił zespół sygnalistów myśliwskich. Po mszy muzycy dali krótki koncert muzyki myśliwskiej prezentując próbki sygnałów użytkowych oraz utworów z kanonu muzyki poważnej. Uroczystość zakończyła się biesiadą, podczas której odbył się konkurs "bajarzy myśliwskich". Świętowanie, wśród śpiewów i opowieści łowieckich trwało do późnych godzin wieczornych.















Msza / Kliknij aby powiększyć /

"CIEMNE ŁOMY" POLOWANIE HUBERTOWSKIE 2011

Polowanie Hubertowskie łowczy zaplanował w tym roku na 6 listopada. Godzina poranna zgromadziła w Smolarkach pół kopy myśliwych (i jednego bez numeru), czyli 31. Pogoda marzenie - Złota Polska Jesień. W tych okolicznościach przyrody można zaobserwować, jak przy bezwietrznej pogodzie delikatny zefirek strąca w słońcu jesienne listeczki buków czy brzóz, które opadając, migocą w słońcu, mieniąc się całą gamą złotych kolorów. Czasami mówią o tym zjawisku Jesienny Złoty Deszcz. Taki Jesienny Złoty Deszcz towarzyszył nam przez cały dzien. Polowanie poprowadził Łowczy Krzysztof Trawiński, a pomagał mu jego syn Adam.

Zbiórka przed polowaniem. I zagrały trzy trąby. Po raz pierwszy trzech trębaczy zwołało nas na zbiórkę. I to wszyscy z naszego koła: Tadeusz Szyszko, Adam Trawiński (par force) i Marcin Zygmunt.

Wyjazd do puszczy.

Nasz obwód położny jest na terenie Puszczy Gorzowskiej. Od 11 września okaleczonej puszczy. Wtedy to Boreasz, który z natury jest gwałtowny i nieokiełznany (pewnie mu porwanie Orejtyjery się nie udało) potargał naszą puszczę strasznie. Dęby trzechsetletnie, sosny, buki, brzozy wysmukłe łamał, wywracał, wyrywał z korzeniami a kiedy go nad ranem siły opuściły, dziesiątki tysięcy drzew leżało od jego potężnej siły. Leśnicy w mozolnym trudzie cały czas likwidują szkody ogromne. Nie będąc leśnikiem a jedynie członkiem koła "Leśnik", niejako z obowiązku podnoszę swoją wiedzę o lesie, wiedzę, którą moi koledzy leśnicy wynoszą ze szkół wszelakich. Mnie pozostaje w ramach podnoszenia swojej wiedzy czytanie internetowych wydań "Sylwana". Tam też natknąłem się na opis prac, jakie należy wykonać po burzy czy nawałnicy przy usuwaniu łomów. A natrafiwszy na słowa "ciemne łomy", rozpocząłem przeszukiwanie Internetu. Włodzimierz Szuchiewicz w swoim dziele pt "Huculszczyzna" w roku 1902 napisał "Każda huculska siedziba odgraniczona od sąsiedniej chytariany (granicami), wzdłuż których ciągną się płoty mury albo łomy. (...) Łomy są to duże świerki, powalone wraz gałęziami wzdłuż granic. Łomy dzielą obszerne pastwiska". O łomach pisał też w roku 1847 Józef Ignacy Kraszewski na stronie 237 w swoim dziele "Litwa: starożytne dzieje, ustawy, język, wiara, obyczaje, pieśni...": "Lasy litewskie, ta skarbnica pierwszych mieszkańców kraju, w których dąb uświęcony (użuołas), sosna użyteczna z tylu względów (puszis), jodła (egle), olcha (ajksnisj) wonnych jagód dostarczający jałowiec (eglis), smacznych orzechów leszczyna, jesion, topola, osina splecione wzrastały dziko, karmiły w swej głębi zwierza licznego, łup bogaty dającego myśliwcom. Pierwszem zajęciem, główną pracą tubylców, były zapewne łowy na dzikiego zwierza (Medzionę). Nie znamy bóstwa wyłącznie opiekującego się myślistwem; ale leśnych wiele bardzo, do których zapewne wychodzący się modlił, strzegły go w wędrówce przez ciemne łomy i gęste puszcze."

Dziś już rzadko używa się słowa łom w jego pierwotnym znaczeniu. Patrząc na pokaleczoną puszczę, w której przyszło mi polować, odczułem siłę jej pierwotnej natury. Tak że i słowom pierwotnym powinno się przywrócić znaczenie, jakie nadali im nasi praojcowie.

Polowanie dzięki prowadzącym oraz pięknej pogodzie sprawiało nam przyjemność a utrudnienia przy przekraczaniu łomów dało się znieść.

Jak kol. Świderski strzelił dubleta w dzikach i trzeba je było ściągnąć do auta to młodziankowie nasi przez te łomy migiem je przenieśli. Robert Kurowiak, będąc w parze z gościem, kol. Krzysztofem Morawiakiem, strzelił jelenia byka a Cezary Kuźmiński, który woził i rozstawiał nagankę, strzelił łanię. Uczestnictwo w polowaniu w podwójnej roli: myśliwego i rozprowadzającego nagankę, jest pewnego rodzaju wyrzeczeniem, bo przez cale polowanie ma się stanowisko na zatropiu. Prowadzący polowanie przekazuje temu właśnie myśliwemu część swojej władzy do wykonania tego fragmentu polowania. Ja optuję za nazywaniem prowadzącego polowanie łowczym polowania a współprowadzącego podłowczym polowania. Polowanie zbiorowe to ogrom pracy organizacyjnej, którą trzeba wykonać zarówno przed, jak i w jego trakcie, a jeszcze jakieś papiery na koniec (po ostatnim miocie). Czarek z roli podłowczego wywiązał się znakomicie, powiedziałbym po mistrzowsku. Św. Hubert czuwa nad jego żywotem myśliwskim i co rusz podsyła mu zwierza grubego. Czarku, gratulacje!

Wracając na Smolarki, spędziliśmy miłe chwile, robiąc pamiątkowe zdjęcie przy Obelisku Korsaka.

Od lewej koledzy: Hubert Zygmunt, gość, Marcin Zygmunt, Mirosław Michalski, Andrzej Kościelniak, Jan Świderski, Michał Galos, Józef Szołdrowski, Stefan Kromulski, Cezary Kuźmiński, Marek Jankowski, Andrzej Urban, Tadeusz Szyszko, gość, Mirosław Hlebik, Wiesław Dąbrowski, Marek Lewandowski, Marcin Skrzypczak, Mirosław Kurowiak, Zbigniew Trawiński, Sylwester Morawiak, Bronisław Safarewicz, Robert Cimander, Marian Oszust, Robert Kurowiak, Jerzy Lisek, Adam Trawiński, Zbigniew Bachmiński, Krzysztof Trawiński, Krzysztof Morawiak, Jacek Wojkowski, Błażej Lisek, Andrzej Romecki, poza kadrem Krzysztof Mączko, twórca tej fotografii, Piotr Jakubik, gość, Cezary Szostak.

Jeszcze lufy nie ostygły a już termin kolejnego polowania: 19 listopada tuż tuż.

Andrzej Romecki Smolarki dnia 18.11.2011

P.S. " Każdy przechodzień obowiązany był rzucić gałązkę. Łomy te zwały się jak dawne stosy Łaużas. Zwyczaj narzucania gałęzi na mogiły, trwa dotąd jeszcze, nawet w krajach słowiańskich." Józef Ignacy Kraszewski "Litwa: starożytne dzieje, ustawy, język, wiara, obyczaje, pieśni...", Tom 4, strona 145-149

I my dziś gałązkę jedliny na mogiły naszych towarzyszy łowów narzucamy, mówiąc o tej gałązce złom. A.R.

Włodzimierz Korsak w Mszańcu

Pan Włodzimierz Korsak przyjeżdżał do leśniczówki Mszaniec w latach 1964 – 1967r. W miesiącach letnich był częstym gościem moich rodziców, jak mawiał - Marianostwa Zygmuntów. Będąc honorowym myśliwym (posiadał w tym okresie jako jeden z niewielu odznaczenie łowieckie ZŁOM nadane jeszcze przed wojną), otrzymywał z Koła Łowieckiego "Leśnik" w Kłodawie odstrzał na rogacza oraz słonki i kaczki. Wraz z nim do leśniczówki przyjeżdżała Jego małżonka, pani Felicja. W czasie pobytu w Mszańcu często byli odwiedzani przez swoich wnuków oraz byłych uczniów (pani Felicja uczyła biologii w I LO w Gorzowie).

Pan Włodzimierz godziny przedpołudniowe spędzał z reguły z żoną, spacerując po lesie w okolicy leśniczówki. Natomiast po południu wybierał się, jak sam mówił, do "buszu". Nazywał tak bukowy starodrzew odległy od leśniczówki około trzy kilometry (dziś to oddział 24 w leśnictwie Łośno). Czasami zatrzymywał się na łące i polował na rogacza. Częściej jednak jego trofeum były zdjęcia robione starym przedwojennym aparatem. Warto zauważyć, że ubiór Pana Włodzimierza był bardzo skromny. Nosił ortalionowy kapelusz, skórzaną kurtkę, zielone spodnie i tenisówki. Pan Włodzimierz twierdził, że w nich chodzi się najwygodniej i do tego bardzo cicho. Stroju dopełniała lornetka z aparatem i kij u dołu zakończony metalowym ostrzem a u góry ruchomą krótką częścią z gwintem, który służył jako statyw do aparatu fotograficznego. No i oczywiście "bronka" na ramieniu. Tak nazywał pan Włodzimierz swój dryling, z którym również polował na słonki. Polowanie to wyglądało tak, że pan Włodzimierz (w tym czasie miał już problemy z słuchem) siedział na stołku myśliwskim a podprowadzający w zależności od kierunku nadlatującego ptaka stukał go w prawe lub lewe ramię. Próba polowania na rogacza z podjazdu konnym zaprzęgiem (co było bardzo modne przed wojną) zawsze kończyła się fiaskiem, ponieważ koń mojego ojca bał się strzału i na widok broni zachowywał się bardzo nerwowo.

Album podarowany przez Włodzimierza Korsaka

Część zdjęć, które pan Włodzimierz wykonywał podczas pobytu w lesie, stanowiła inspirację do Jego prac plastycznych. Swoje prace wykonywał rzadką techniką. Nanosił różnokolorowym tuszem drobne kreski, co wymagało ogromnej precyzji. Myślę, że każdy z nas chciałby mieć tak sprawne ręce w tym wieku. Utrwalane w ten sposób przeżycia przyrodnicze stwarzały niezapomniane wrażenie.

Na wspomnienie zasługuje fakt, że Włodzimierz Korsak obchodził w Mszańcu osiemdziesiątą rocznicę urodzin. Została ona uczczona uroczystym obiadem a szacowny jubilat siedział na fotelu wyłożonym białym płótnem i obramowanym świeżymi dębowymi liśćmi.

W następnych latach, ze względu na nienajlepszy stan zdrowia pani Felicji, państwo Korsakowie już nie odwiedzali leśniczówki Mszaniec.

Hubert Zygmunt

MYŚLIWY ROMANTYK

Autorytety potrzebne są w każdym środowisku, aby czerpiąc z nich przykład, stawać się lepszym. Lepszym fachowcem w jakiejś dziedzinie, lepszym artystą, wreszcie lepszym człowiekiem. Niewątpliwie autorytetem dla lubuskich myśliwych był Włodzimierz Korsak. W tym roku 1 sierpnia przypadła 125 rocznica urodzin tego nietuzinkowego człowieka pierwszej połowy XX wieku, dlatego warto przypomnieć jego sylwetkę.

Urodził się w Anińsku na Białorusi. Jako syn bogatych ziemian od najmłodszych lat obcował z najbogatszymi rodami zamieszkującymi kresy wschodnie a jego dom był ośrodkiem kultury polskiej tamtych terenów. Ogromne obszary majątku Korsaków dawały młodemu Włodzimierzowi nieograniczone możliwości korzystania z uroków natury, do czego od najmłodszych lat zdradzał wyjątkowe skłonności. Pierwsze nauki przyrodnicze pobierał u miejscowych "leśnych ludzi". Zwykle niewykształceni i niepiśmienni, obyczaje dzikich zwierząt znali jak nikt inny. W ich towarzystwie odbywał długie wędrówki po nieprzebytych dzikich lasach. Tak intensywna edukacja przyrodnicza, w późniejszym czasie poparta studiami na Akademii Rolniczej w Taborze, sprawiła, że w szybkim czasie stał się autorytetem w tej dziedzinie. Już jako kilkunastoletni chłopiec odczuwał potrzebę dzielenia się swoją pasją z innymi i drukował teksty w "Łowcu Polskim". Przy tym od najmłodszych lat zapamiętale polował. W wieku siedemnastu lat, wkrótce po nabyciu pierwszej broni myśliwskiej, miał już na rozkładzie niedźwiedzia i łosia łopatacza. W późniejszych latach brał udział w kilku wyprawach przyrodniczo-łowieckich na Daleki Wschód. Ze wspomnień z wyprawy do Afganistanu powstała później książka "Ku indyjskiej rubieży".

W 1917 roku wydarzenia w Rosji spowodowały pierwszy tragiczny zwrot w jego życiu. Majątek w Anińsku został przejęty przez Sowietów a Włodzimierz tylko dzięki życzliwości i szacunkowi, jakim darzony był przez miejscowych chłopów, uszedł z życiem i, jako już ubogi człowiek, wyjechał do Warszawy. Tam imał się różnych zajęć. Pracował jako rachmistrz, rysownik, kreślarz czy tłumacz białoruskiego a w wolnych chwilach dużo pisał. Jego pierwszym uznanym dziełem był "Rok myśliwego". Książka przyniosła mu zarówno satysfakcję jak i wsparcie finansowe. Po publikacji kolejnych pozycji, między innymi "Na tropie przyrody" i "Ku indyjskiej rubieży", jego wiedza została właściwie doceniona a sam Korsak otrzymał posadę Głównego Łowczego Polski w Ministerstwie Lasów i Dóbr Państwowych. Wtedy to wszedł w środowisko artystyczne stolicy i poznał najsłynniejszych przedstawicieli kultury polskiej tego okresu. Pobyt w Warszawie, uwieńczony 6 pozycjami książkowymi, to najbardziej płodny okres w jego życiu.

W 1925 roku nastąpił kolejny zwrot w życiu Włodzimierza Korsaka. W dość niejasnych okolicznościach został pozbawiony posady i wyjechał z Warszawy na Polesie, gdzie podjął pracę w dobrach Jarosława Potockiego. Po czterech latach ponownie został łowczym, tym razem w Dyrekcji Lasów Państwowych w Wilnie, gdzie mógł oddawać się swojej pasji aż do wybuchu II wojny światowej.

To kolejny zwrot w jego bogatym w wydarzenia życiu. Po bardzo trudnym okresie wojny jako jeden z pierwszych repatriantów trafił na Ziemie Odzyskane do Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie podjął pracę w Dyrekcji Lasów Państwowych. Z niezwykłym zaangażowaniem poznawał lasy ziemi lubuskiej, inwentaryzując jej zwierzostan. W 1946 roku utworzył Towarzystwo Myśliwskie a po jego likwidacji stanął na czele Powiatowej Rady Łowieckiej. Tworzył lubuskie struktury łowieckie, obwody łowieckie i był założycielem wielu kół łowieckich. Niestety w latach budowy nowej socjalistycznej rzeczywistości jego szlacheckie pochodzenie było, delikatnie mówiąc, niewłaściwe i już w 1949 w wieku 63 lat został przeniesiony na emeryturę. Oddał się wtedy całkowicie działalności społecznej i twórczej. Dużo fotografował, malował i pisał. Regularnie spotykał się z młodzieżą na spotkaniach autorskich i współpracował z czasopismami o tematyce przyrodniczej.

Włodzimierz Korsak cieszył się wielkim szacunkiem wśród lubuskiej braci leśnej. W latach sześćdziesiątych miesiące letnie wraz z rodziną spędzał w leśniczówce Mszaniec niedaleko Gorzowa Wielkopolskiego. Tam, dzięki gościnności leśniczego Mariana Zygmunta i miejscowego Koła Łowieckiego "Leśnik" przemierzał leśne ostępy z ulubioną trójlufką i aparatem fotograficznym, poszukując inspiracji do pracy twórczej.

W tej małej osadzie liczącej zaledwie 4 domy, nieopodal byłej leśniczówki, 20 sierpnia 2011, staraniem Nadleśnictwa Kłodawa oraz Koła Łowieckiego "Leśnik", odsłonięto obelisk upamiętniający postać Włodzimierza Korsaka.

Fot.1 Uczestnicy uroczystości przy obelisku. Fot.2 Członkowie KŁ "Leśnik" przy obelisku / Kliknij aby powiększyć /.

W uroczystościach brali udział, oprócz kłodawskich leśników i myśliwych, Starosta Gorzowski Józef Kruczkowski, Wójt Gminy Kłodawa Anna Mołodciak oraz okręgowe władze łowieckie. Aktu odsłonięcia dokonało czworo wnuków Włodzimierza Korsaka. Nagrodzony wieloma cennymi nagrodami i odznaczeniami, w tym najwyższym odznaczeniem łowieckim - "Złomem" - przez tych, którzy mieli szczęście zetknąć się z tą barwną postacią, jest wspominany jako bardzo życzliwy i skromny człowiek. Niech napis wykuty na kamieniu będzie dowodem pamięci i hołdem dla tego przyrodnika, myśliwego i artysty, który jest wielkim autorytetem dla lubuskich leśników i myśliwych.

Fot.3 Wnuki Włodzimierza Korsaka po dokonaniu odsłonięcia. Fot.4 Debiut zespołu sygnalistów powstałego specjalnie na tę okazję/ Kliknij aby powiększyć /.

Puchar Prezesa 2011

26 edycja zawodów strzeleckich o "Puchar Prezesa Koła Łowieckiego Leśnik w Kłodawie" odbyła się w sobotę 20 lipca 2011 roku. Pomimo, delikatnie mówiąc, nie najciekawszej pogody, na strzelnicy Nad Srebrną w Wojcieszycach stawił się zastęp najbardziej nieustraszonych 16 strzelców. Zmagano się we wszystkich 6 konkurencjach myśliwskich, tyle że "dzik" ograniczony był do 6 a "rogacz" do 5 strzałów. W klasie członków koła rywalizowało 14 zawodników, natomiast w klasie otwartej jak zawsze niezawodni goście Krzysiu Morawiak i Michał Galos oraz nasz mistrz Krzysztof Trawiński. Rywalizacja była bardzo zacięta, ale odbywała się w przyjacielskiej i wesołej atmosferze. Na uwagę zasługuje udział dwóch nowych członków naszego koła Wiesława Dąbrowskiego i Piotra Jakubika, który zresztą pokonał wielu starych myśliwych a w strzelaniu do zająca osiągnął najlepszy wynik w klasie członków koła. Lekko przemoczeni po 4 godzinach strzelania zasłużyliśmy na pyszną dziczyznę, którą tuż po ogłoszeniu wyników i nagrodzeniu zwycięzców serwowano w domku myśliwskim w Smolarkach. Zwycięzcami w 26 edycji "Pucharu Prezesa" zostali Krzysztof Trawiński w klasie otwartej a w klasie członków koła po raz pierwszy w historii Marek Lewandowski (komplet wyników w dziale: "strzelectwo").


Do góry